niedziela, 1 kwietnia 2018

Od Yongguka CD Fyodora 'Pierwszy krok'

Nie spodziewałem się, że film aż tak mnie wciągnie. Oparty plecami o ścianę zbliżałem się coraz bardziej do monitora, nie chcąc stracić żadnego ze szczegółów produkcji. Dopiero gdy rozpoczęły się napisy końcowe zwróciłem się w stronę Fyodora, by zapytać go o zdanie na temat głównego wątku.
Ku mojemu zdziwieniu chłopak leżał wygięty w łuk, co nie wyglądało na najzdrowszą pozycję do snu. To było do przewidzenia, zważając na fakt że nie słyszałem jego cichych "och" i "ach" w trakcie filmu. Zamknąłem urządzenie, przez co w pokoju zrobiło się dość ciemno.
Ułożyłem się na boku, wsłuchując się w szum wyłączającego się laptopa. Powietrze w pokoju było ciepłe i duszące, co jedynie komponowało się z moim stanem emocjonalnym.
Przez krótką chwilę rozważałem opcję zrzucenia Fyodora z łóżka i obudzenia go, spojrzałem jednak na spokojny wyraz jego twarzy, gdy pogrążony był w głębokim śnie. Nie miałbym serca tak go skrzywdzić. Westchnąłem ciężko, przypatrując mu się uważniej. Spostrzegłem, że zasnął na kablu od laptopa, który wbijał się w jego zaróżowiony policzek zostawiając ślad. Uniosłem więc delikatnie jego twarz by pozbyć się przewodu -Oddałem ci kanapę,a ty rozkładasz się na łóżku -Zaśmiałem się cicho, próbując przejść nad nim bez niepotrzebnego hałasu. Gdy już stanąłem stabilnie na ziemi naciągnąłem na blondyna koc - Cóż, to nie tak że będę spał albo coś - Mruknąłem pod nosem opuszczając po cichu pokój po czym przymknąłem drzwi. Nagle w mieszkaniu rozległ się odgłos mojego telefonu. Spanikowany odebrałem go natychmiast, szybkim krokiem udając się do kuchni.
- Obiecałeś zadzwonić wieczorem, młody człowieku. Wiesz która jest godzina? Ta dzisiejsza młodzież, tylko by się szlajali po nocach -W słuchawce odezwała się moja mama, rozgadana jak zawsze.
- Wiem, przepraszam - Odparłem ściszonym głosem, jedną ręką podsuwając sobie stołek by przycupnąć. Moja rodzicielka zawsze miała najwięcej do powiedzenia, zatem wolałem przygotować wygodne miejsce - Miałem dzisiaj dużo na głowie.
- I jak mieszkanie? Uczelnia jest w porządku? Jedz porządnie, wiem że nie umiesz gotować ale chociaż się postaraj. A masz już jakiś znajomych?
- Tak...tak. Wszystko jest dobrze, poznałem jednego kolegę, jest porządnym (i bardzo uroczym) gościem więc możesz być spokojna. Wcale nie tak ,że wdałem się w bójkę, uciekłem z lekcji i przyjąłem do domu prawie obcego gościa.
- No, ja mam nadzieję, że jest porządny - Fuknęła moja rodzicielka, prawdopodobnie bawiąc się oprawkami okularów jak to miała w zwyczaju - Baw się, skoro już jesteś z daleka od starej matki - Delikatnie zaśmiała się tak, że prawie poczułem ciepło jej oddechu- Tylko w domu jest trochę za cicho bez twoich gitarowych koncertów.
- Kup sobie psa. Będzie równie głośny jak ja i będziesz mogła go karmić - Nabijałem się z niej po cichu, nie chcąc obudzić Fyodora śpiącego za ścianą.
- Po moim trupie. Tyle tych pchlarzy już naniosłeś do domu przez te lata, tfu - Zaśmiała się charakterystycznie i głośno, więc pewnie słyszeli ją wszyscy sąsiedzi. W głębi duszy wiedziałem, że zasłużyłem sobie na nadopiekuńczość matki swoim zachowaniem. Zamiast być dla niej wsparciem przestałem wracać wieczorem do domu, a gdy już to robiłem najczęściej przynosiłem też zdarte dłonie i obitą twarz - No, skoro jest dobrze to mogę już spać spokojnie. Dobranoc Gookie.
- Dobranoc - Odłożyłem telefon na parapet, wpatrując się we wzór kafelek ułożonych na kuchennej podłodze. Kogo ja okłamuję? Z której strony naprawdę jestem taki dobry? Podniosłem się ze stołka jednocześnie rozmasowując obolały kark.
Skierowałem się do salonu, gdzie nie kwapiąc się rozkładaniem kanapy położyłem się na niej. Znużonym wzrokiem wpatrywałem się w panoramę miasta widocznego przez mój balkon, co jakiś czas mieszkanie rozświetlały światła przejeżdżających samochodów. Moje policzki piekły niemiłosiernie od nadmiaru uśmiechów. Nie pamiętałem, bym kiedykolwiek w życiu szczerzył się przez cały boży dzień.

Gdy otworzyłem oczy było jeszcze szarawo, a jedynym słyszalnym odgłosem była pracująca zmywarka sąsiadki z piętra niżej. Sięgnąłem po telefon z przekonaniem, że znowu bez powodu wstaję w środku nocy. Ku mojemu zdziwieniu było już chwilę po piątej, co oznaczało że przespałem całą noc jak normalny człowiek. Dźwignąłem się do pozycji siedzącej, nadal cierpiąc przez bolesne pamiątki wczorajszej bójki. Udałem się do łazienki, gdzie lustro ukazało mi obraz nędzy i rozpaczy jakim była moja poranna prezencja. Zagniecenia bluzy odbite na policzkach oraz włosy jak po porażeniu piorunem, postanowiłem zatem doprowadzić się do porządku zanim Fyodor by się obudził i zaczął kierować różne synonimy w stronę mojej fryzury.
Dopiero gdy zrzuciłem z siebie ubrania uświadomiłem sobie jak wielu siniaków i rozcięć się nabawiłem. Podsumowując oględziny - nie wyglądałem zachęcająco.

Po szybkim prysznicu udałem się do kuchni, gdzie zacząłem kontemplować nad pustą lodówką. Nie zdążyłem jeszcze zrobić zakupów od przyjazdu, zatem pozostało mi tylko to, co przywiozłem ze sobą. Doszedłem do wniosku, że biorąc pod uwagę mój brak umiejętności i ograniczone środki zrobię jajecznicę. Brzmi prosto, nie? Wyjąłem cztery jajka z lodówki, niestety jedno wyślizgnęło się i roztrzaskało o podłogę. I po co ci to było? Warknąłem pod nosem odkładając resztę jajek na blat, czekało mnie jeszcze poranne mycie podłogi. Gdy już uporałem się ze sprzątaniem powróciłem do gotowania, tym razem bardziej ostrożnie. Zagotowałem wodę, nie będąc pewnym czy Fyodor będzie preferował kawę tak jak ja, czy jednak pozostanie przy herbacie.
Nagle poczułem ukłucie w bok, przez co zdziwiony odwróciłem się w tamtą stronę. Obok mnie stał jeszcze zaspany blondyn. Poruszał się zadziwiająco cicho, biorąc pod uwagę to, że mnie było słychać z daleka. - Czy na śniadanie też jest herbata? - Chłopak zaśmiał się niewyraźnie. Miałem wrażenie że jeszcze nie do końca przyjął do wiadomości moją obecność w pokoju. Gestem wskazałem na puste kubki, mając nadzieję że domyśli się moich intencji. Jednak Fyodor stał w tej samej pozycji, marszcząc oczy od nadmiaru światła. Dyskretnie odwróciłem się tak, by poranne słońce przestało go razić. Nagle oczy blondyna otworzyły się szerzej i poderwał głowę do góry, by uzyskać moją atencję.
- Przepraszam,że tak odpadłem od razu wczoraj, aż mi głupio - Chłopak uśmiechnął się przepraszająco, jakby naprawdę zrobił coś złego. Pokręciłem głową z dezaprobatą, bo sytuacja naprawdę była dla mnie głupia.
- Nie masz za co przepraszać - Odparłem, wyłączając gotującą się wodę. Odrywając się na chwilę od przygotowywania posiłku zmierzyłem chłopaka wzrokiem.
- Masz zamiar iść do szkoły w tych samych ciuchach, w których spałeś? - Wypaliłem, nie zastanawiając się zbytnio nad skutkami.
- A mam inne wyjście? - Zripostował blondyn, nerwowo stukając palcami o kuchenny blat.
Przygryzłem nerwowo wargę, orientując się jak źle mogło to zabrzmieć.
- Masz - Stwierdziłem, próbując zachować się jakby wcale nie było mi wstyd za własne słowa - Możesz  przecież wybrać sobie coś z moich rzeczy.

<Fyodor?>
Ilość słów: 1039
Ilość punktów: 50 + 260 = 310

sobota, 31 marca 2018

Od Rei'a CD Yui 'Nowa twarz'

Byliśmy w dość nieciekawej sytuacji... Obie drogi ucieczki były zastawione przeszkodami. Spojrzałem na szpetnego dryblasa. W sumie, to nie był taki napakowany, coś tam na kształt mięśni miał, ale nie były one zbyt imponujące, a tym bardziej przerażające. W prawej dłoni miał kawałek drewna, najpewniej nogę od krzesła lub stołu, którą siłą wyrwał; wygląda na to, że ciemność podziałała na naszą korzyść, bo najwidoczniej nie mógł zlokalizować swojej broni, która wraz z ówczesnym upadkiem, tuż przed roztłuczeniem butelki o jego głowę, powędrowała gdzieś wgłąb knajpki. Zapewne nadal leży wśród szkła i poprzewracanych stołów. Martwiłem się Yui jak i również o cywili, którzy byli ukryci pod stolikami, modląc się o zbawianie. Yui powinna dać radę, jednak zwykły człowiek nie posiadający wiedzy wojskowej może mieć bardzo ciężko w takiej sytuacji. Chciałem jak najszybciej załatwić kolesia przede mną, by móc pomóc Yui i pozostałym, lecz to nie było takie proste. Ja i moje gołe pięści kontra szpetna morda z drewnianą nogą w dłoni. Nie tylko to stawiało mnie w nieciekawej sytuacji, zaplecze nie posiadało wystarczająco dużo miejsca na walkę czworga ludzi. Trzeba będzie wypchnąć mordkę do wnętrza knajpki, aby dziewczyna miała miejsce. Moje oczy cały czas były skupione na przeciwniku, natomiast myśli krążyły mi po głowie przez całe kilka sekund. Chwila, a czy tak zwykle nie jest przed śmiercią? Nie, nie, pomyliłem warunki, uf. Chłopie nie myśl o czymś takim, tylko pogorszysz sytuację.
Zacisnąłem pięści i w tym samym momencie co dryblas wykonał zamach nogą wyprowadziłem cios w brzuch. Ledwo udało mi się uniknąć jego śmiertelnej zagrywki, lecz i on miał dzisiaj szczęście. Osunął się lekko i zamachnął się ponownie. Schyliłem się. Jego ręka wciąż była w locie, w tym samym ruchu. Widziałem to jakby w zwolnionym tempie. To była moja szansa. Zmarszczyłem brwi i objąłem jego brzuch popychając go do tyłu. Mocny uścisk wprawił dryblasa w dyskomfort i mimowolnie wycofywał się. Po kilku krokach potknąłem się, sprawiając, że przewróciliśmy się. Musiałem walnąć w coś metalowego, bo stopa bolała niemiłosiernie. Podnosząc się do wpół przysiadu z niemałym problemem poczułem czyjeś dłonie na ramieniach. Nie mam pojęcia, dlaczego, ale byłem pewny, że to Yui. Chciałem zapytać czy wszystko gra, jednak zanim w ogóle zdążyłem otworzyć usta odczułem silny ból na czole, który szybko rozszedł się po całej głowie. Piekące rwanie, tak, to dość trafny opis. Momentalnie usiadłem, jedną ręką złapałem się za czoło, a drugą podtrzymałem się. Jęknąłem parę razy z bólu, przez zaciśnięte powieki nie wiedziałem co się dzieje. Usłyszałem dwa strzały, a potem cisza. Otworzyłem lekko oczy, lecz nikogo nie zobaczyłem. Jakby ciemność pochłonęła tego kolesia. Tak jednak nie mogło być. Musiał być gdzieś w pobliżu. Moje uszy zdołały wyłapać niezrozumiałe mruknięcie, natomiast ciało zareagowało natychmiastowo. W niebezpiecznej sytuacji adrenalina skakała po całym moim ciele jak na trampolinie. Natychmiast zerwałem się z miejsca i pokuśtykają odsunąłem się. Przez otrzymanie ciosu w głowę nie potrafiłem dobrze złapać równowagi, ale w jakiś sposób udało mi się stabilnie stanąć. Wciąż trzymając się za czoło i manewrując dłońmi w celu utrzymaniu balansu, zmrużyłem oczy, aby mózg znów przyzwyczaił się do mroku. Ujrzałem mężczyznę. Ah, no racja. Walczę. A co z Yui, dała radę? Mój ciężki oddech nie pozwalał mi się uspokoić. Muszę to zakończyć, teraz albo nigdy. Ponownie zacisnąłem pięści i chwiejąc się pobiegłem w stronę przeciwnika. Ten już przygotował swoją pozycję. Wyglądał przez chwilę jak pałkarz przygotowujący się na przyjęcie prostej piłki, ale i również przypominał mrocznego kosiarza, który tylko czekał aż podejdę, aby odrąbać mi głowę. Jednak strach nie zapanował nade mną, nie mogłem na to pozwolić. Musiałem jeszcze sprawdzić czy Yui ma się dobrze i pomóc jej gdy zajdzie potrzeba. Jeszcze ci ludzie, którzy gdzieś tutaj są i trzęsą się ze strachu. Rodzina... Za wcześnie abym umierał, nie dziś, nie jutro, ani nawet za kilka lat.
Zatrzymałem się na krótko przed uderzeniem szpetnej mordy, a ten odruchowo zamachnął się. Poczęstowałem go swoją prawą pięścią, a potem lewym sierpowym. Syknąłem cicho z bólu. Kawałek szkła, którym wcześniej zostałem trafiony najwyraźniej wbił się głębiej. To nie był koniec. Napastnik wykonał swój ostatni chybiony zamach drewnianą nogą, po czym ja podarowałem mu kolejny cios w twarz. Padł na ziemię z zakrwawioną twarzą. Odetchnąłem. Pomimo swoich umiejętności, miałem z nim niemały problem. Potrzebuję ostrego treningu, jak za dawnych czasów. Rozejrzałem się w celu zlokalizowania wejścia do zaplecza. Po chwili udało mi się je zlokalizować, więc pobiegłem w jego stronę.

<Yui?>

Ilość słów: 722
Otrzymane punkty: 50 + 180 = 230

czwartek, 29 marca 2018

Od Fyodora CD Yongguka 'Pierwszy krok'

Nie potrafię powstrzymać uśmiechu wpełzającego na moje usta. Jeżeli mnie zaprasza, to znaczy, że mnie lubi, prawda? Toleruje w najgorszym przypadku. Mimo, że poznaliśmy się kilka godzin temu, mam wrażenie, że znam Yongguka od dłuższego czasu i czuję się niewiarygodnie pewnie, kiedy przytakuję. W końcu, co złego może z tego wyniknąć?
- Jeżeli nie obudzisz się jutro, to twoja wina, że mi zaufałeś – chichoczę, wskakując na łóżko. Siadam po turecku obok Yongguka. Gitara wciąż leży obok, więc wciągam ją na swoje kolana i pstrykam w nią palcami, by po chwili dowiedzieć się, że pstrykanie w drewniane pudło mimo wszystko
bardzo  b o l i.
Kiedy mój palec przestaje boleśnie pulsować jeszcze raz klepię w instrument, tym razem lżej.
- Zawsze chciałem umieć grać na jakimś instrumencie. Moja matka potrafiła grać na wiolonczeli, ale przerwała kiedy – dopiero, kiedy napotykam pytający wzrok Yongguka orientuję się, że przerwałem sobie w połowie zdania. Przełykam ślinę, ciągnąc jedną ze strun gitary, na co ona odpowiedziała nieczystym brzęknięciem – Kiedy tata od nas odszedł.
Czuję się, jakbym znów był na terapii i czuję, jak się krzywię. Czemu znowu zacząłem mówić?
Kręcę głową, wymuszając uśmiech. Wtedy przypomina mi się sterta obok nas i piosenka-bez-słów, którą przed chwilą zagrał Yongguk. Wskazuję palcem na kartki i widzę, jak chłopak obok mnie przełyka ślinę, kierując wzrok za moją dłonią.
- Co to za język? Może to zabrzmi głupio, ale nigdy go nie widziałem.
- Koreański – Yongguk uśmiecha się i boże, ile człowiek może posiadać różnych uśmiechów? To nie jest możliwe.
- Och – odwzajemniam uśmiech, zwracając wzrok na chłopaka. Przez chwilę słychać jedynie brzdęki gitary, z której próbuję wydobyć jakiekolwiek przyzwoite dźwięki. Po jakimś czasie Yongguk bierze sprawy w swoje ręce, zabierając instrument z moim kolan i przysuwając się w moją stronę.
- Patrz – wskazuje na gryf, gdzie układa palce. Drugą dłonią uderza w struny, z gitary wydobywa się dźwięczny akord i już jestem zazdrosny. Po wybrzmieniu dźwięków przekłada palce, znowu uderza struny i znowu dźwięczy kolejny, ładny akord. Robi tak jeszcze dwa razy, po czym wsuwa gitarę w moje ręce. – Teraz ty.
Nie ważne, jak bardzo chcę, nie potrafię powtórzyć ruchów Yongguka i każdy dźwięk jest odrobinę obok, ale i tak jestem z siebie dumny. Jasnowłosy próbuje mi pomóc i ustawia moje palce w taki sposób, jak ułożone były jego, kiedy grał ale i tak akord nie brzmi identycznie, jak poprzedni. Chwilę jeszcze ćwiczę układ palców i uderzanie w struny, po czym odkładam gitarę na bok.
- Jeżeli będziesz formował zespół, to wiesz, kogo wziąć na gitarzystę – mrugam, śmiejąc się.
Dopijamy herbatę w spokojnej, rozluźnionej atmosferze, co jakiś czas coś mówiąc, akcentując słowa śmiechem i uśmiechami zza kubków.

- Co teraz? – pytam się głupio pustego pokoju, gdy Yongguk znika, by odnieść puste kubki do kuchni. Musiał mnie usłyszeć, bo kiedy wchodzi do pokoju podnosi brwi.
- Nie wiem? – sam nie jestem pewien, czy to było pytanie ale tak czy siak wzruszam ramionami na odpowiedź. Rozglądam się po pokoju, szukając jakiegokolwiek pomysłu, kiedy zauważam swoją torbę w rogu. Zeskakuję z łóżka i ciągnę za sobą torbę z powrotem na materac, na którym już siedzi Yongguk z dezorientacją wymalowaną na twarzy. Wyciągam z jednej z kieszeni smukłego laptopa, stawiając go na łóżku.
- Możemy obejrzeć jakiś film. Mam kilka ściągniętych, musiałem się czymś zająć przez cztery godziny w pociągu, gdy tu jechałem – naciskam guzik i półprzezroczysty ekran rozświetla się na tle brązowej narzuty. Kątem oka obserwuję Yongguka i jego reakcję, ale nie wygląda, jakby był przeciwny temu pomysłowi, więc naciskam jedną z ikonek i na pulpit wyskakuje folder z kilkoma plikami.
- Ty wybieraj.

Coś gorącego uderzającego w moją twarz zmusza mnie do otworzenia oczu. Przecieram powieki, rozciągając się. Przez nieodsłonięte okno przeciska się pas słońca, który to mnie obudził. Oprócz niego nie ma innego źródła światła w pokoju i jest dość ciemno, mimo tego próbuję odnaleźć się w otoczeniu. Pościelone łóżko przykryte kocem, kartonowe pudła w rogu, gitara przy ścianie-
Podrywam się na równe nogi orientując się, gdzie jestem.
Wyciągam ze swojej torby telefon, na którym miga godzina siódma i kilka powiadomień. Musiałem zasnąć, kiedy oglądaliśmy film.
Wychodzę niepewnie z sypialni, rozglądając się wokół. Czuję się przez chwilę jak agent, który nie chce zostać zauważony i przypominają mi się dziecięce zabawy z młodszym rodzeństwem.
Zastaję Yongguka w kuchni, krzątającego się po pokoju. Podchodzę do niego powoli, stukając go w bok, by zwrócić jego uwagę. Odwraca się w moją stronę, najpierw lekko zaskoczony, by potem jego rysy twarzy złagodniały.
- Czy na śniadanie też jest herbata? – uśmiecham się szeroko, opierając się o blat. Yongguk odpowiada mi melodyjnym śmiechem i wskazuje na kubki stojące obok i zaczynam się zastanawiać, czy to kolejne herbaty czy może te same z wczoraj. Nagle przypomina mi się, że praktycznie po kilkunastu minutach filmu zasnąłem, zostawiając Yoona samego z praktycznie obcą, nieprzytomną osobą w jego mieszkaniu. Odchrząkuję, przez do jasnowłosy odwraca się w moją stronę, podnosząc brwi. – Przepraszam, że tak odpadłem od razu wczoraj, aż mi głupio. – śmieję się niepewnie, drapiąc nerwowo kark.

 <Yongguk?>
Ilość słów: 838
Ilość punktów: 50 + 220 = 270

niedziela, 25 marca 2018

Od Yui CD Chanyeola 'Dotyk barw'

Znacznie się uspokoiłam, gdy zobaczyłam że Chan oblega już jedną z ławek. Jednak tym co szybko zniosło to uczucie, było widniejący w jego oczach narastający strach. Wnioskując po twarzach innych, pod tym względem się nie wyróżniał. Moją uwagę przykuł owad, który nagle zacząć poruszać się w jednym kierunku. Wiodłam za nim wzrokiem, aż spostrzegłam się że znajduje się tuż pod ławką Chana. Gdy zaczął powoli wchodzić na ławkę, chłopak instynktownie przebiegł przez połowę sali, nieświadomie trafiając obok mnie. Zaczął okupować moje krzesło, przy czym położył swoją rękę na mojej. Od razu się spięłam, wiedząc jaka reakcja może mnie zaraz czekać. Już otwierałam usta by poinformować chłopaka o zaszłej sytuacji, lecz był szybszy. Ku mojemu zdziwieniu nie zareagował jakoś bardzo nerwowo. Jedynym jego posunięciem, było zabranie ręki. Dodatkowo na jego twarzy zawidniało lekkie zmieszanie.
- Yui, jak myślisz długo będziemy tak siedzieć na tych ławkach i krzesłach? - Zadał mi niespodziewane pytanie. No tak, dobre pytanie. Sama chciałabym znać na nie odpowiedź. Wyraźnie było widać jak Chan uważnie śledzi zwierzęta. Nie miałam pojęcia czy się ich bał, czy to najzwyczajniejsza ostrożność mu się włączyła.
- Znając świetną organizację naszej szkoły, to może to potrwać do końca lekcji. - Westchnęłam cicho. Z opowieści słyszałam, że koty są świetnymi drapieżnikami i od razu wyobraziłam je sobie, jak pozbywają się owadów, jednego po drugim.
- Szkoda że nie mamy kotów. - Mruknęłam niezadowolona po dłuższej ciszy, która zaistniała między nami. Chłopak posłał mi pytający wzrok, na co odpowiedziałam wzruszeniem ramion. No tak, brawo Yui. Świetnie myślisz, nawet w takich momentach. Nagle z radiowęzła rozległ się komunikat. Lekcje obejmujące cały dzisiejszy dzień, zostały odwołane. Mimo wszystko, wywołało to u mnie lekki uśmiech. Czy to ze względu tych małych stworzeń? Ktoś na sali rzucił nawet, czemu nie możemy po prostu ich zabić, lecz spotkał się z poirytowanym wzrokiem nauczyciela. Skwitował to tylko słowami, że takie myślenie to przejdzie tylko na wojnie.
- Hej, Chan, myślisz że to wszystko przez pająki? - Nachyliłam się nad chłopakiem, cicho zadając mu pytanie. Tym razem to on lekko wzruszył ramionami. Niespodziewanie do sali wtargnęła grupka ludzi, ubranych w kaftany. Wszyscy mieli ze sobą pojemniki, co wyglądało przekomicznie. Jeszcze śmieszniej zrobiło się, jak zaczęli z nimi latać w celu złapania tych małych potworów. Gdy ostatni owad trafił do pudełka, atmosfera momentalnie się zmieniła. Wcześniej było czuć pewnego rodzaju spięcie, które teraz powoli się ulatniało. Wszyscy zaczęli zajmować swój miejsca. Tak samo było z Chanem, który do tej pory siedział przyczepiony do mojego krzesła. Nauczyciel nakazał zostać nam w klasie jeszcze chwilę, po czym sam opuścił pomieszczenie. Niespodziewanie pojawił się zupełnie innym wejściem. Poinformował nas że w szkole zarejestrowano obecność zupełnie nieznanego gazu, przez co jesteśmy zmuszeni opuścić klasy, jednak ze szkoły wyjść nie możemy, żeby nie doprowadzić do zmieszania substancji z otoczeniem. Podeszłam do wcześniej towarzyszącego mi chłopaka, podzielając jego uczucia, które wyrażał swoim spojrzeniem. 
- Ciekawe gdzie nas teraz zabiorą. Skoro tak bardzo nie chcą wymieszać go ze środowiskiem, to znaczy że się go obawiają. Więc czy nie wydaje się dziwne, że nie boją się zostawić nas w tym potencjalnie niebezpiecznym miejscu? - Zwróciłam się do chłopaka, który lekko zbladł.
- Może mają jakieś specjalne filtrowane miejsce. Mimo wszystko to szkoła wojskowa, myślę że trochę nas testują. - Odpowiedział cicho. Miałam szczerą nadzieję że tak właśnie było. 
- Potrzebujesz więc może towarzystwa na jakiś czas? - Uśmiechnęłam się lekko.

<Chan?>

Ilość słów: 559
Ilość punktów: 50 + 140 = 190

piątek, 23 marca 2018

Od Yongguka CD Fyodora 'Pierwszy krok'

Oderwałem usta od ciepłego kubka, by złapać kontakt wzrokowy z Fyodorem - Piszę - Stwierdziłem, odkładając naczynie na posadzkę. Ogarnąłem wzrokiem plik kartek rozścielonych przed nogami blondyna. Nagle natrafiłem na jeden z poematów, który nie powinien ujrzeć światła dziennego.
Był to ten z kategorii komplementów na temat czyjegoś nagiego ciała i choć byłem dorosłym facetem  to myśl o tym, że Fyodor mógłby zażądać przetłumaczenia mu tego właśnie konkretnego dzieła wydawała się bardzo nieprzyjemna. Zmarszczyłem nos próbując wymyślić coś, co odwiodłoby go od tematu poezji.
- Piszę też piosenki - Wypaliłem, podrywając gwałtownie się na równe nogi- Lubisz śpiewać? - Wymamrotałem, próbując wygrzebać swoją gitarę zza szafy. W końcu wyjąłem ją, następnie unosząc instrument do góry w triumfalnym geście rozsiadłem się na łóżku. Ostrożnie szarpiąc struny zacząłem wygrywać stary jak świat kawałek, który napisałem jeszcze za czasów licealnych.
Słodki dźwięk gitary wypełnił szczelnie pokój, dzięki czemu pomieszczenie wydało się trochę mniej surowe. Na chwilę zapomniałem o trudach całego dnia, o rozciętej wardze i pozdzieranych dłoniach.
Przeniosłem się do drugiej klasy liceum, gdy siedząc i wsłuchując się w odgłosy lipcowego wieczora na prowincji wpadłem na trop swojej pierwszej melodii.
Uniosłem wzrok znad instrumentu, by przyjrzeć się reakcji mojego słuchacza. Fyodor siedział bokiem, z głową zabawnie opartą o materac zaraz obok mojej nogi. Jego twarz wyglądała na ukojoną, jego lekko przymrużone powieki drgały delikatnie. Nawet nie zauważyłem, że wpatrując się w jego sylwetkę przestałem grać. Wyglądało na to, że zabrał zbyt dużo mojej uwagi i nie starczyło jej już na gitarę. Wtem blondyn otworzył oczy, po czym unosząc pytająco jedną brew odezwał się -Nie ma tekstu -Wydedukował, widocznie zdziwiony.
- Mhm, to same brzmienia. Fajne w niej jest to, że nikomu nic nie narzuca i można ją interpretować na różne sposoby - Odłożyłem gitarę za siebie, tym samym kończąc swój maleńki koncert.
- Szczerze, to spodziewałem się po tobie zupełnie innego rodzaju muzyki. A to jest takie...delikatne - Blondyn zaśmiał się, rozkładając ręce na pościeli - Myślałem, że zapodasz mi jakiś singiel z dużą ilością przekleństw.
- Dobrałem piosenkę do twojego poziomu wtajemniczenia - Uśmiechnąłem się zgryźliwie, nie mogąc jednak powstrzymać śmiechu - Wiesz, to jak w związku. Im dłużej z kimś jesteś tym dziwniej się robi.
- Sugerujesz, że im dłużej będziemy się znać, tym dziwniejsze piosenki będziesz przede mną odkrywać? Nie wiem, czy chcę się w to pchać - Blondyn prychnął śmiechem, uderzając mnie figlarnie pięścią w kolano.
- Cóż, nie nalegam - Zachichotałem, rozkładając się monotonnie na posłaniu - Mówiłeś, że twoje mieszkanie jest chwilowo w słabym stanie, nie? - Blondyn kiwnął głową w geście potwierdzenia - Moja kanapa jest wolna, gdyby jednak życie jaskiniowca ci się znudziło.
Fyodor zmierzył mnie badawczym wzrokiem, mrucząc coś niewyraźnie pod nosem - To normalne, że przygarniasz do domu nowo poznanych ludzi? - Zapytał, bawiąc się skrawkiem brązowego koca zarzuconego niedbale na łóżko.
- Biorąc pod uwagę to, że to mój pierwszy dzień posiadania mieszkania to chyba tak? - Wzruszyłem ramionami, odwracając się w jego stronę - Poza tym nie wydajesz się groźny, więc jestem w stanie zaryzykować.

<Fyodor? Wybacz, że takie ubogie ;-; >
Ilość słów: 473
Ilość punktów: 50 + 120 = 170

czwartek, 22 marca 2018

Od Kirȳ CD Rei'a 'Cień wiatru'

Nie zdążyłam nawet się rozsiąść, a już powiało kolejnym dreszczem emocji. Miałam go dzisiaj już wystarczająco, więc nie kusił mnie tak mocno, jak pewnie działałby na mój instynkt rano. Nie to jednak napędzało mnie do działania, nie chęć akcji oraz wykazania się przed innymi.
Poczucie winy.
W końcu statek uczniowski przyjechał tu po to, by mnie zabrać. Nie wiedząc o zagrożeniu, altruistycznie tutaj przybył, narażając uczniów na niebezpieczeństwo. Jeśli komuś, kto poszedłby tam, stałaby się jakakolwiek krzywda, miałabym ich na sumieniu. Słowa zostały rzucone, kadeci się zgłaszali i każdy był chętny do afiszowania się. Jednak nie na mojej warcie.
- Ja – Rzuciłam krótko. Jedną osobę mniej, która dręczyłaby moje sumienie.
Wyprostowałam się, po czym strzepałam z moich spodni niewidoczny kurz. Moja siła przebicia w tym przypadku była niepodważalna. Z nich wszystkich najlepiej znałam statek i jeśli ktoś miałby lepiej poprowadzić pod względem poruszania się na obiekcie, byłam to ja. Piwnooki mógł sobie przejąć pałeczkę w każdym momencie, nie zależało mi w tamtej chwili na tym aspekcie.
Nim byłam już przy czarnowłosym, witając się symbolicznie kiwnięciem głowy, obok niego stało już trzech innych kadetów gotowych do poświęceń. Bez zbędnych wstępów, zaprowadziłam ich w stronę niewielkiej zbrojowni, wymijając zwinnie wir rozproszonych po całym statku, zdezorientowanych pasażerów.
- Żaden z cywili nie może ucierpieć – Rzekł chłopak, podążając za moim śladem wzdłuż schodów.
Po zejściu do kajuty, ukazało się biuro pierwszego oficera, który był fanem „survivalu” i kochał mieć wszystko na wszelki wypadek. W tym przypadku dobrze się sprawdził jego pomysł.
- Blondyn – krzyknęłam, rzucając w stronę jasnowłosego rewolwer – Idź na górę i powiedz ludziom, by kierowali się do sektora B. Jeżeli nie będą Cię słuchać, wystrzel w powietrze, a gwarantuje, że w mig będą jak posłuszne psy. Jest to konieczne, bo gdy tam będą, szansa na triumf wzrośnie.
Mężczyzna skinął głową, po czym wybiegł na pokład. Mój wzrok przykuła damsko-męska para, u której wręcz emanowało chęcią do działania.
- Wy we dwoje idźcie w stronę burty i rozkażcie odpłynąć szkolnemu statkowi, jest on narażony na zbyt duże niebezpieczeństwo. Następnie pomóżcie w ogarnianiu cywili, a jeśli zobaczycie zamachowców, strzelajcie bez zawahania. – Poleciłam, podając im trzy kamizelki kuloodporne i wyposażenie. – Jedna dla blondasa, za szybko wyparował.
Dwójka, podobnie jak poprzedni, bezzwłocznie ruszyła na wykonanie zadania.
- Czyli my zajmujemy się tymi kolesiami? – Spytał czarnowłosy chłopak, który doprowadził do zwerbowania kadetów w jedną drużynę.
- Na to wygląda. – Uniosłam kącik ust do góry, a pokazawszy na linii mojej głowy rewolwer, przeładowałam go. – Pora się zabawić.

<Rei?>
Ilość słów: 418
Ilość punktów: 50 + 105 = 155

środa, 21 marca 2018

Od Chanyeola CD Yui 'Dotyk barw'

Dzwonek na lekcje. Historia. Lekcja jak lekcja - można było się wiele dowiedzieć. Z czego niektóre rzeczy były naprawdę dość... intrygujące. Podparłem dłonią podbródek i obserwowałem klasę, słuchając jednak uważnie nauczyciela. Docierałem wzrokiem do Yui, kiedy usłyszałem głośny huk a następnie serię pisków. Spojrzałem w stronę hałasu, a widząc trzy pająki na podłodze (i rozbite szkło) to chyba źrenice mi się rozszerzyły. Pamiętałem jakie to były - a przynajmniej miałem taką nadzieję. Rozejrzałem się. Wszyscy weszli na ławki i krzesła. Przełknąłem ślinę. Gdyby miały skrzydła, zacząłbym krzyczeć i kwiczeć jeszcze głośniej niż tamte osoby.
- Pod żadnym pozorem nie schodźcie z bezpiecznych ławek. Pająki są mocno jadowite, więc odradzam konfrontacji z nimi. - Dzięki za pocieszenie, panie nauczycielu- Jeszcze raz na nie spojrzałem i zdałem sobie sprawę, że mimo tego że nie były ogromne - to sprawiały okropne wrażenie. No, i to że się bałem. Tylko, kurde, czego?
- To obecnie bardzo rzadki gatunek, który został cudem ocalony. Pochodzi z Ziemi, dlatego trzymam je w takim miejscu. Pech chciał, że moja niezdarność przewlokła je prosto na podłogę. Gdy zaczną się wspinać komuś na ławkę, radzę nie atakować - są bardzo szybkie. Wtedy zostaje wam uciekać do kogoś innego. - Przewróciłem oczami. Sam wręcz sika pewnie w gacie a próbuje uspokoić uczniów. I coś mu nie wychodzi. Kątem oka zobaczyłem że jeden z pająków się ruszył.
Szybsze bicie serca mnie totalnie rozproszyło.
One przecież nie mają nawet skrzydeł, więc czego się bałem? Rozejrzałem się z lekką paniką, spowodowaną swoją własną reakcją i nawiązałem kontakt wzrokowy z Yui. Uśmiechnąłem się lekko (co pewnie wyglądało komicznie) powodując u dziewczyny uśmiech na twarzy. Ale mój uśmieszek jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął. Jeden z pająków był coraz bliżej mnie. Ignorując wszystko inne - rozmowy reszty, pogodę, dwa pozostałe pająki - obserwowałem go w strachu. A w momencie w którym podniósł swoje dwa patyki, czyli odnóża, spanikowałem.
I zeskoczyłem na podłogę, prawie depcząc robaka. W mniej niż parę sekund znalazłem się na krześle - o dziwo - tuż obok Yui. Obok niej nie było owych czarnych stworzeń i rozluźniłem się lekko. Poczułem nagle mrowienie w dłoni. Spojrzałem na nią.
Trzymałem ją za rękę.
Zmieszany ją zabrałem, kucając na krześle i ledwo się na nim mieszcząc. Nie tego się dzisiaj spodziewałem.
- Yui, jak myślisz długo będziemy tak siedzieć na tych ławkach i krzesłach? - zagadałem ją półszeptem. Mój wzrok nerwowo trafiał od jednej czarnej plamy do drugiej i trzeciej. Ja się nie bałem pająków, ani nic z tych rzeczy. Po prostu... tak wyszło. Byłem przecież spokojny, nie panikowałem... Chyba?

<Yui?>

Liczba słów: 425
Liczba punktów: 50 + 105 = 155