Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dotyk barw. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dotyk barw. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 marca 2018

Od Yui CD Chanyeola 'Dotyk barw'

Znacznie się uspokoiłam, gdy zobaczyłam że Chan oblega już jedną z ławek. Jednak tym co szybko zniosło to uczucie, było widniejący w jego oczach narastający strach. Wnioskując po twarzach innych, pod tym względem się nie wyróżniał. Moją uwagę przykuł owad, który nagle zacząć poruszać się w jednym kierunku. Wiodłam za nim wzrokiem, aż spostrzegłam się że znajduje się tuż pod ławką Chana. Gdy zaczął powoli wchodzić na ławkę, chłopak instynktownie przebiegł przez połowę sali, nieświadomie trafiając obok mnie. Zaczął okupować moje krzesło, przy czym położył swoją rękę na mojej. Od razu się spięłam, wiedząc jaka reakcja może mnie zaraz czekać. Już otwierałam usta by poinformować chłopaka o zaszłej sytuacji, lecz był szybszy. Ku mojemu zdziwieniu nie zareagował jakoś bardzo nerwowo. Jedynym jego posunięciem, było zabranie ręki. Dodatkowo na jego twarzy zawidniało lekkie zmieszanie.
- Yui, jak myślisz długo będziemy tak siedzieć na tych ławkach i krzesłach? - Zadał mi niespodziewane pytanie. No tak, dobre pytanie. Sama chciałabym znać na nie odpowiedź. Wyraźnie było widać jak Chan uważnie śledzi zwierzęta. Nie miałam pojęcia czy się ich bał, czy to najzwyczajniejsza ostrożność mu się włączyła.
- Znając świetną organizację naszej szkoły, to może to potrwać do końca lekcji. - Westchnęłam cicho. Z opowieści słyszałam, że koty są świetnymi drapieżnikami i od razu wyobraziłam je sobie, jak pozbywają się owadów, jednego po drugim.
- Szkoda że nie mamy kotów. - Mruknęłam niezadowolona po dłuższej ciszy, która zaistniała między nami. Chłopak posłał mi pytający wzrok, na co odpowiedziałam wzruszeniem ramion. No tak, brawo Yui. Świetnie myślisz, nawet w takich momentach. Nagle z radiowęzła rozległ się komunikat. Lekcje obejmujące cały dzisiejszy dzień, zostały odwołane. Mimo wszystko, wywołało to u mnie lekki uśmiech. Czy to ze względu tych małych stworzeń? Ktoś na sali rzucił nawet, czemu nie możemy po prostu ich zabić, lecz spotkał się z poirytowanym wzrokiem nauczyciela. Skwitował to tylko słowami, że takie myślenie to przejdzie tylko na wojnie.
- Hej, Chan, myślisz że to wszystko przez pająki? - Nachyliłam się nad chłopakiem, cicho zadając mu pytanie. Tym razem to on lekko wzruszył ramionami. Niespodziewanie do sali wtargnęła grupka ludzi, ubranych w kaftany. Wszyscy mieli ze sobą pojemniki, co wyglądało przekomicznie. Jeszcze śmieszniej zrobiło się, jak zaczęli z nimi latać w celu złapania tych małych potworów. Gdy ostatni owad trafił do pudełka, atmosfera momentalnie się zmieniła. Wcześniej było czuć pewnego rodzaju spięcie, które teraz powoli się ulatniało. Wszyscy zaczęli zajmować swój miejsca. Tak samo było z Chanem, który do tej pory siedział przyczepiony do mojego krzesła. Nauczyciel nakazał zostać nam w klasie jeszcze chwilę, po czym sam opuścił pomieszczenie. Niespodziewanie pojawił się zupełnie innym wejściem. Poinformował nas że w szkole zarejestrowano obecność zupełnie nieznanego gazu, przez co jesteśmy zmuszeni opuścić klasy, jednak ze szkoły wyjść nie możemy, żeby nie doprowadzić do zmieszania substancji z otoczeniem. Podeszłam do wcześniej towarzyszącego mi chłopaka, podzielając jego uczucia, które wyrażał swoim spojrzeniem. 
- Ciekawe gdzie nas teraz zabiorą. Skoro tak bardzo nie chcą wymieszać go ze środowiskiem, to znaczy że się go obawiają. Więc czy nie wydaje się dziwne, że nie boją się zostawić nas w tym potencjalnie niebezpiecznym miejscu? - Zwróciłam się do chłopaka, który lekko zbladł.
- Może mają jakieś specjalne filtrowane miejsce. Mimo wszystko to szkoła wojskowa, myślę że trochę nas testują. - Odpowiedział cicho. Miałam szczerą nadzieję że tak właśnie było. 
- Potrzebujesz więc może towarzystwa na jakiś czas? - Uśmiechnęłam się lekko.

<Chan?>

Ilość słów: 559
Ilość punktów: 50 + 140 = 190

środa, 21 marca 2018

Od Chanyeola CD Yui 'Dotyk barw'

Dzwonek na lekcje. Historia. Lekcja jak lekcja - można było się wiele dowiedzieć. Z czego niektóre rzeczy były naprawdę dość... intrygujące. Podparłem dłonią podbródek i obserwowałem klasę, słuchając jednak uważnie nauczyciela. Docierałem wzrokiem do Yui, kiedy usłyszałem głośny huk a następnie serię pisków. Spojrzałem w stronę hałasu, a widząc trzy pająki na podłodze (i rozbite szkło) to chyba źrenice mi się rozszerzyły. Pamiętałem jakie to były - a przynajmniej miałem taką nadzieję. Rozejrzałem się. Wszyscy weszli na ławki i krzesła. Przełknąłem ślinę. Gdyby miały skrzydła, zacząłbym krzyczeć i kwiczeć jeszcze głośniej niż tamte osoby.
- Pod żadnym pozorem nie schodźcie z bezpiecznych ławek. Pająki są mocno jadowite, więc odradzam konfrontacji z nimi. - Dzięki za pocieszenie, panie nauczycielu- Jeszcze raz na nie spojrzałem i zdałem sobie sprawę, że mimo tego że nie były ogromne - to sprawiały okropne wrażenie. No, i to że się bałem. Tylko, kurde, czego?
- To obecnie bardzo rzadki gatunek, który został cudem ocalony. Pochodzi z Ziemi, dlatego trzymam je w takim miejscu. Pech chciał, że moja niezdarność przewlokła je prosto na podłogę. Gdy zaczną się wspinać komuś na ławkę, radzę nie atakować - są bardzo szybkie. Wtedy zostaje wam uciekać do kogoś innego. - Przewróciłem oczami. Sam wręcz sika pewnie w gacie a próbuje uspokoić uczniów. I coś mu nie wychodzi. Kątem oka zobaczyłem że jeden z pająków się ruszył.
Szybsze bicie serca mnie totalnie rozproszyło.
One przecież nie mają nawet skrzydeł, więc czego się bałem? Rozejrzałem się z lekką paniką, spowodowaną swoją własną reakcją i nawiązałem kontakt wzrokowy z Yui. Uśmiechnąłem się lekko (co pewnie wyglądało komicznie) powodując u dziewczyny uśmiech na twarzy. Ale mój uśmieszek jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął. Jeden z pająków był coraz bliżej mnie. Ignorując wszystko inne - rozmowy reszty, pogodę, dwa pozostałe pająki - obserwowałem go w strachu. A w momencie w którym podniósł swoje dwa patyki, czyli odnóża, spanikowałem.
I zeskoczyłem na podłogę, prawie depcząc robaka. W mniej niż parę sekund znalazłem się na krześle - o dziwo - tuż obok Yui. Obok niej nie było owych czarnych stworzeń i rozluźniłem się lekko. Poczułem nagle mrowienie w dłoni. Spojrzałem na nią.
Trzymałem ją za rękę.
Zmieszany ją zabrałem, kucając na krześle i ledwo się na nim mieszcząc. Nie tego się dzisiaj spodziewałem.
- Yui, jak myślisz długo będziemy tak siedzieć na tych ławkach i krzesłach? - zagadałem ją półszeptem. Mój wzrok nerwowo trafiał od jednej czarnej plamy do drugiej i trzeciej. Ja się nie bałem pająków, ani nic z tych rzeczy. Po prostu... tak wyszło. Byłem przecież spokojny, nie panikowałem... Chyba?

<Yui?>

Liczba słów: 425
Liczba punktów: 50 + 105 = 155

wtorek, 20 marca 2018

Od Yui CD Chanyeola 'Dotyk barw'

No tak, co by było, gdybym znowu się nie potknęła i nie upadła na chłopaka, który chwilę wcześniej tak bardzo prosił by go nie dotykać. Nie spodziewałam się tego, że stanie się cud i nagle pomoże mi wstać, więc podniosłam się powoli, cała czerwona. Odgarnęłam powolnym ruchem włosy z twarzy, wpatrując się w chłopaka. -Sorki, znowu przeze mnie upadasz - Dotarł do mnie śmiech chłopaka, co wywołało u mnie lekki uśmiech.
- W porządku, sama może nauczę się normalnie chodzić. - Teraz to ja zaśmiałam się lekko. Chłopak wyglądał na lekko zmieszanego, przez co chwile mocno się dłużyły. gdy rozbrzmiał głośny dzwonek, podskoczyłam lekko. Chan też jakby bardziej się ożywił. Spojrzał na mnie, a ja kiwnęłam mu głową w stronę klasy od historii. Osobiście nie przepadałam za nią tylko dlatego, że trzeba było uczyć się dat. Cała reszta była bardzo interesująca. Od czasów jak człowiek musiał mieszkać na powietrzu i każdy dzień był walką o przetrwanie, aż po średniowiecze, w którym ludzie podobno mieli bardzo dziwne wierzenia. Kobiety, które uważano za wiedźmy, palono na stosie. Albo głęboka wiara w czarną magię. To wszystko kończyło się na czasach tuż przed zniknięciem Ziemi. Z rozmyślań wyrwał mnie nauczyciel, który jak zwykle darł się na jednego z niesłuchających uczniów. Z moich ust wydobyło się ciche westchnięcie. Rzuciłam wzrokiem po klasie, w poszukiwaniu Chana, lecz nim udało mi się go znaleźć musiałam szybko skupić się na nauczycielu, który z hukiem upuścił coś na podłogę. Ku przerażeniu wszystkich, przedmiot okazał się terrarium z trzema pająkami. Wszyscy natychmiastowo, łącznie ze mną, wleźli na ławki. Dało się słyszeć parę krzyków. Sam nauczyciel szybko wszedł na swoje krzesło.
- Pod żadnym pozorem nie schodźcie z bezpiecznych ławek. Pająki są mocno jadowite, więc odradzam konfrontacji z nimi. - Słychać było wyraźne drżenie w głosie nauczyciela. Mężczyzna złapał za telefon, po czym obdzwonił chyba każdą "służbę szkolną". Podwinęłam nogi bliżej siebie i powiodłam wzrokiem za stworzeniami. Cała trójka musiała pochodzić z tego samego gatunku, ponieważ wszystkie zwierzęta pokrywała czarna barwa.
- To obecnie bardzo rzadki gatunek, który został cudem ocalony. Pochodzi z Ziemi, dlatego trzymam je w takim miejscu. Pech chciał, że moja niezdarność przewlokła je prosto na podłogę. Gdy zaczną się wspinać komuś na ławkę, radzę nie atakować - są bardzo szybkie. Wtedy zostaje wam uciekać do kogoś innego. - Podziwiałam nauczyciela że w takiej sytuacji był w stanie zachować zimną krew. Niby zwykłe pajączki, a taka panika. Zresztą, on sam chyba nakręcił wszystkich do takiego stopnia, że niektórzy aż płakali. To był moment na znalezienie Chana. Tym razem udało mi się go znaleźć i złapać kontakt wzrokowy.

<Chan?>
Ilość słów: 429
Ilość punktów: 50 + 105 = 155

wtorek, 13 marca 2018

Od Chanyeola CD Yui 'Dotyk barw'

Kiedy dziewczyna mnie puściła, po prostu uciekłem. Tak po prostu. A to wszystko dlatego, bo mnie znowu dotknęła. Złapała za dłoń. 
Uspokajałem oddech, oparty o ścianę. Wziąłem kolejny wdech, już czując że wszystko jest w porządku. Usłyszałem kroki. 
- Wszystko w porządku? Wybacz że tak Cię złapałam za rękę, po prostu czułam że inaczej byśmy za szybko stamtąd nie wyszli. - Powiedziała cicho. Spojrzałem w jej kierunku. Spuściła lekko głowę w dół. Odchrząknąłem.
- Ze mną w porządku, ale przez ciebie możliwe że będę mieć większe problemy - zacząłem spokojnie, ale skończyłem warknięciem. 
- Sorki, wybacz - powiedziałem cicho, zdając sobie sprawę ze swojego niegrzecznego tonu głosu.
- Spoko, nic się nie stało - odparła, podnosząc głowę. 
- Więc Yui... Następnym razem, proszę cię, nie dotykaj mnie - otworzyła usta, żeby pewnie przeprosiłem, ale uciszyłem ją.
- Ale i tak dzięki za tą małą pomoc - uśmiechnąłem się. Staliśmy w odległości kilku metrów, więc nie zdziwiłem się, kiedy postanowiła do mnie podejść... Przy okazji potykając się o własne nogi.
Drgnąłem, ale nie ruszyłem się z pomocą. 
Z wiadomych przyczyn.
Na szczęście jednak poradziła sobie, po chwili stojąc wyprostowana, odgarniając włosy z twarzy.
Wyglądała na lekko zawstydzoną - nie dziwiłem się. 
- Sorki, znowu przeze mnie upadasz - zaśmiałem się, patrząc lekko w dół.

<Yui? Przy okazji, naprawdę sorki że takie krótkie ;-;

Ilość słów: 213
Otrzymane punkty: 50 + 55 = 105

czwartek, 1 marca 2018

Od Yui CD Chanyeola 'Dotyk barw'

Prawie zasnęłam na tej lekcji. Przyznam że póki co, jest to jeden z mniej ciekawych przedmiotów. Więc uzasadnione było, gdy szybko się ocknęłam po usłyszeniu dzwonka. Szybko, wstałam, lecz pakowałam się już wolniej. Nie chciałam pchać się w tłum. Akurat tak wyszło, że wylądowałam tuż za Chanem. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to, że zostaliśmy zatrzymani. Wyglądało na to, że szukali zaczepki. Stanęłam lekko na palcach, ponieważ Chan był tak wysoki, że wszystko zasłaniał. Ze wszystkiego co udało mi się zrozumieć, wywnioskowałam że się znali. Przez chwilę postanowiłam się nie wtrącać w ich sprawy, lecz wyczuwałam za dobrze, jak bardzo stresująca dla Chana jest ta sytuacja. Chłopak słusznie postanowił ich ignorować, lecz oni nie wyglądali jakby zamierzali odpuścić. Wyszłam pewnym krokiem przed Chana. Ten najwyższy - czerwonowłosy osobnik z licznymi tatuażami zaczął mi się przyglądać.
- Zamierzacie kiedyś skończyć? Chciałabym już wyjść z tej klasy, a mam pewne plany co do tego pana, więc byłabym wdzięczna gdybyście sobie odpuścili. - Starałam się powiedzieć to jak najdelikatniej, ponieważ bardzo unikałam konfliktów. Ten tylko lekko uśmiechnął się pod nosem.
- Taka mała i urocza dziewczynka, a w takim miejscu? Lepiej zmykaj stąd, ponieważ muszę trochę sobie pogadać z Twoim koleżką.. A potem może jeszcze się spotkamy. - Po tych słowach jego twarz przybrała złośliwy grymas. Wzdrygnęło mnie sam pomysł ponownego spotkania go. Pewnym ruchem wcisnęłam ręce do kieszeni. Chan wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, lecz znów go wyprzedziłam.
- Uważaj co mówisz, wyżej srasz niż dupę masz. - Mimo iż wiedziałam że Chan nie będzie zadowolony, to poczułam że muszę to zrobić. Złapałam go mocno za nadgarstek, po czym szybkim krokiem wyszłam z klasy, potrącając jednego z trzech naszych zaborców. Oczywiście nie obyło się bez komplikacji - ten sam którego potrąciłam, również złapał mnie za nadgarstek. Intuicyjnie puściłam Chana i przywaliłam tamtemu w twarz. Pozostała dwójka od razu się uruchomiła, lecz na szczęście zjawił się jeden z nauczycieli.
- Jakiś problem? - Spytał stając między nami. Ku mojemu szczęściu, odpuścili. Któryś z nich odburknął ciche "nie", po czym odszedł. Nauczyciel obejrzał się za nimi, po czym bez słowa odszedł. Poczułam lekki ból w dłoni. Zorientowałam się że musiałam naprawdę mocno go uderzyć. Odwróciłam się w stronę Chana, lecz już go tam nie było. Westchnęłam cicho, po czym postanowiłam go poszukać. Zaraz kolejna lekcja, a jeśli gdzieś poszedł, to mógłby za szybko nie wrócić. Najpierw udałam się w stronę klasy. Poczułam ulgę, gdy zobaczyłam go stojącego gdzieś przy ścianie. Podeszłam lekkim krokiem i zaczepiłam.
- Wszystko w porządku? Wybacz że tak Cię złapałam za rękę, po prostu czułam że inaczej byśmy za szybko stamtąd nie wyszli. - Powiedziałam cicho i gdy chłopak spojrzał w moją stronę, spuściłam lekko głowę. Wyglądał nie za dobrze, nie wiem z jakiego powodu, lecz miałam szczerą nadzieję że nie zaszkodziłam mu.

<Chan?>

Ilość słów: 466
Otrzymane punkty: 50 + 115 = 165

środa, 28 lutego 2018

Od Chanyeola CD Yui 'Dotyk barw'

Gdy zauważyłem, że dziewczyna raczej nic sobie nie zrobiła z upadku, rozluźniłem się i oceniłem ją w myślach. Raczej niższa, luźno ubrana - a raczej po prostu wygodnie. W ciszy, obok siebie dotarliśmy do klasy. Na pytanie o to, jak się nazywam powiedziałem po prostu Chan. Odprowadziłem Yui wzrokiem, a potem usiadłem na swoim miejscu (czyli jakimś wolnym). Gdy nauczyciel wypowiedział moje imię i nazwisko, wstałem. Czułem na sobie wzrok innych i poczułem się trochę bardzo oceniany. Usiadłem trochę sztywnie, a w momencie w którym nauczyciel się przedstawił, zasłoniłem twarz dłońmi. To nie jest nawet śmieszne, nie pogrążaj się człowieku. Pokręciłem głową i postanowiłem uczestniczyć w lekcji najbardziej jak mogłem, nawet jeśli graniczyło się to z cudem. Wiedza wchodziła dość szybko gdy słuchałem, ale gdy zaczynał przynudzać - moja głowa potrafiła opadać, a oczy prawie się zamykały. Nie mogę zasnąć, nie mogę...
I wtedy nastąpił cud. Koniec lekcji. Jak poparzony podskoczyłem, wybudzając się całkowicie. Odchrząknąłem i wstałem, tak jak pozostali. Sala była już w połowie opuszczona więc mogłem również wyjść, nie narażając się na przepychanie.
Indyk myślał o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli. W drzwiach stanęła trójka chłopaków, bardzo podobna do tych których znałem w liceum i gimnazjum. Westchnąłem i rozejrzałem się. Ze zdziwieniem odkryłem, że w klasie byliśmy tylko ja i Yui.
- Cześć Uszaty - czarnowłosy z tatuażami był ich liderem. Zignorowałem go.
- No patrzcie, ignoruje nas - czerwonowłosy brat lidera. Czemu ja ich tak bardzo pamiętałem? No cóż, dość dobrze się znaliśmy. Chciałem coś powiedzieć ale usłyszałem głos Yui. Przez chwilę zapomniałem że tu jest. Jak powiedzą za dużo, lub o moim strachu, to dam im w mordę tak bardzo, że się nie pozbierają...

<Yui?

Ilość słów: 280
Otrzymane punkty: 50 + 70 = 120

wtorek, 27 lutego 2018

Od Yui CD Chanyeola 'Dotyk barw'

Ziewnęłam lekko, leżąc w wannie. Spojrzałam kątem oka na zegarek. 7:30. Nadal nie wierzę że nagle wpadłam na pomysł wygrzania się w ciepłej wodzie, tuż przed pójściem do szkoły. W Alatrasie jestem już 10 dni, więc będzie to już tydzień jak chodzę do Akademii. Szczerze na początku obawiałam się że lekcje będą nudne i szybko się zniechęcę, lecz ku mojemu zdziwieniu, było odwrotnie. Naprawdę mi się tu podobało. O mniej więcej 8:05, siedziałam na kanapie, prosto przed moim oknem. Owinęłam się kocem, popijając kakao, które ostatnio naprawdę polubiłam. Co jak co, ale w miejscowym sklepie sprzedają jedne z lepszych. Oczy już powoli mi się zamykały, gdy nagle w moich uszach wybrzmiał dźwięk budzika. Był to jeden z budzików, na wypadek mojego zaspania. I jak widać pełni swoją rolę wyśmienicie. Wypełzłam spod koca i udałam się w stronę szafki, by wyciągnąć coś do ubrania. Założyłam pół dresowe spodnie, które w sumie aż tak bardzo dresów nie przypominały, więc nie musiałam się przejmować tym, że ktoś zwróci na mnie większą uwagę z powodu stroju. Do tego założyłam jakąś długą bluzę i miałam komfort zapewniony na cały dzień. Jak zwykle, przed wyjściem wrzuciłam do plecaka parę przydatnych rzeczy typu zeszyt i długopis oraz śniadanie składające się z rogala i termosu z kakao. Z domu wyszłam mniej więcej o 8:30. Klasycznie wrzuciłam na siebie płaszcz i czapkę, po czym ruszyłam do szkoły. Czasu miałam dużo, więc nie spieszyłam się zbytnio. Około 20 minut później, wylądowałam przed szkolnym budynkiem. Szłam wyjątkowo wolno, więc droga znacznie mi się wydłużyła. Wskoczyłam szybko do szatni, by zostawić zbędne rzeczy. Jak zwykle - masa osób. Pospiesznie ściągnęłam kurtkę i czapkę, po czym wcisnęłam do szafki. Czas strasznie szybko mijał, więc gdy spostrzegłam się że zostały tylko dwie minuty, znacznie przyspieszyłam kroku. W tym miejscu popełniłam błąd - nie patrzyłam przed siebie, przez co wpadłam na kogoś. Owa osoba ledwo utrzymała się na nogach, ja jednak nie miałam tego szczęścia. Złapałam się za głowę, po czym spojrzałam w kierunku tej osoby. Moim oczom ukazał się wysoki chłopak, o mocno kasztanowych włosach. Wyglądał na dość zmieszanego, więc postanowiłam lekko rozluźnić sytuację. Oczywiście trochę nie wyszło.
- Jaki duży.. - To było pierwsze co przyszło mi do głowy. Oczywiście od razu skarciłam się za takie coś. No, brawo Yui. Zabłysnęłaś już na samym początku. Szybko wstałam, po czym dodałam dla sprostowania. - Oh, przepraszam. Bardzo się spieszyłam i nie patrzyłam przed siebie. - Posłałam mu lekki uśmiech i ku mojemu zadowoleniu, chłopak lekko się rozluźnił.
- Nie ma problemu, również się spieszyłem. To mój pierwszy dzień i niezbyt widzi mi się spóźnienie na pierwszą lekcję. - Powiedział szybko. Dyskretnie obejrzałam chłopaka i lekko pożałowałam jak się dziś ubrałam. W przeciwieństwie do mnie, chłopak wyglądał bardzo porządnie. Oboje ruszyliśmy szybkim krokiem w kierunku sali. Gdy byliśmy już blisko, zadzwonił dzwonek. Nagle dostałam olśnienia, że przecież się nie przedstawiłam.
- Tak w ogóle, to jestem Yui, czasem wołają na mnie Yuu. - Kolejny raz posłałam mu lekki uśmiech i chciałam podać rękę, lecz nie wyglądał jakby tego pragnął, więc powstrzymałam się. Chłopak zerknął na mnie kątem oka, po czym powiedział ciche "Chan". Po dłuższym przyjrzeniu mu się, na mojej twarzy zawitał lekki grymas. Nadal wyglądał na lekko spiętego. Weszliśmy do klasy z grupką ostatnich osób. Ja skierowałam się na swoje już stałe miejsce, a Chan zajął jedno z wolnych. Nauczyciel zaczął sprawdzać listę. Już w głowie miałam pewną kolejność, więc gdy usłyszałam nazwisko "Park Chanyeol", zainteresowana przekręciłam głowę. Zerknęłam w stronę osoby, która wstała. Okazał się nią nie kto inny, jak nowo mi poznany Chan. Więc tak brzmi jego prawdziwe imię. O dziwo nauczyciel nie zwrócił uwagi na to, że wcześniej się nie pojawiał na liście. Tak jakby był tam od zawsze, ale pomijany. Oczywiście lekcję zaczął od swojego charakterystycznego żartu, który pochodził chyba ze specjalnej półki z bardzo rzadką specjalizacją - żartami beznadziejnymi.
- Witam wszystkich, z tej strony William Smith, nauczyciel waszego ulubionego przedmiotu - nauce o bestiach. - Zaśmiał się cierpko, przez co schowałam głowę w rękach. Dasz radę Yui, jakoś przetrwasz ten przedmiot.

<Chan?>

Ilość słów: 673
Otrzymane punkty: 50 + 170 = 220

Od Chanyeola 'Dotyk barw'

Barwy.
Pomarańczowy, czerwony, różowy, a także żółty i niebieski.
Czy tyle wystarczy żeby odwzorować barwy zachodu słońca?
Ktoś by powiedział że nie, a ktoś inny - że tak.
Ja natomiast, połączyłbym te kolory tak, żeby tworzyły nowe odcienie, które sprawiają widok jeszcze ciekawszym. Szkoda tylko, że nie umiałem malować.
Westchnąłem, upijając łyk gorzkiej kawy i przeczesałem dłonią włosy. Odstawały na wszystkie strony, co mnie denerwowało, ale cóż mogłem zrobić. Nie wyprostuję ich, ani ich nie ułożę. Tak to już bywa z moimi prawie rudymi włosami. Niech żyją własnym życiem w domu, a podporządkowują się poza. Dopóki po zdjęciu czapki były ładnie ułożone, wszystko było fajnie.
Wziąłem kolejnego łyka i zmarszczyłem brwi, nie czując w ustach cieczy, a kompletną pustkę.
- Drugiej sobie zrobić nie mogę - wymruczałem nisko, odstawiając naczynie na blat i siadając przy stole, w celu zjedzenia czegoś. Nie powinienem pić o tej porze kawy, bo zazwyczaj rozbudzała mnie na trochę dłużej niż powinna, ale miałem trochę do roboty. Typu poukładanie rzeczy i sprawy finansowe. Otworzyłem szeroko usta i wpakowałem w siebie pół bułki. Bycie dużym = większe zapotrzebowanie na jedzenie. Uśmiechnąłem się pod nosem i dokończyłem w ciszy kolację, od czasu do czasu zerkając za okno. Musiałem się w nie wpatrywać - te kolory po prostu tak kusiły.
~
Budzik.
- Jeszcze chwileczkę, naprawdę - spróbowałem prawą ręką wymacać zegarek, ale natrafiłem na pustkę. Gwałtownie wyprostowałem się, uderzając głową o lampę.
- Głupia lampa - syknąłem, wstając i masując obolałe miejsce. Pobiegłem do hałasującego urządzenia i z wręcz nienawiścią, wyłączyłem je. Nie lubiłem hałasów, zwłaszcza tych co się źle kojarzyły. Rozciągnąłem się, postrzelałem kośćmi i ziewnąłem.
No, to dzisiaj tej akademii. Szybko się umyłem i przebrałem, dziwiąc się gdy zauważyłem że moje włosy nie wyglądały aż tak źle. W koszuli włożonej w rurki i płaszczu poszedłem wypić kawę i zjeść śniadanie. Zastanawiałem się czy to nie jest dziwne połączenie, bo chyba lepiej wyglądałaby koszulka, jakieś normalne spodnie i na to płaszcz. Ale jak już się stało, to już tak będzie.
Tak więc gdy było po wszystkim, ubrałem trapery i zimową kurtkę, wraz z czapką na głowę. Owinięty prawie jak w cebulkę wyszedłem z ładnego, ale taniego mieszkania i ruszyłem w drogę. Cieszyłem się, że w nocy postanowiłem przestudiować mapę miasta kilka razy, przez co teraz dość szybko znalazłem się tam gdzie powinienem.
Wręcz wskoczyłem do budynku, w którym miałem się znajdować. Trochę zdyszany, bo pomyliłem godziny, rozejrzałem się i skierowałem się do szatni, gdzie zostawiłem swoją odzież wierzchnią i pognałem na lekcje. Po drodze, właśnie na zakręcie wpadłem na kogoś. Odskoczyłem jak poparzony, nawet nie myśląc żeby pomóc tej osobie wstać.
- E... Sorki - odparłem lekko przestraszony, że owa osoba może być wściekła lub pomyśli że jestem źle wychowany. 

<Ktoś?>

Ilość słów: 453
Otrzymane punkty: 50 + 115 = 165