Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yui. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yui. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 marca 2018

Od Yui CD Chanyeola 'Dotyk barw'

Znacznie się uspokoiłam, gdy zobaczyłam że Chan oblega już jedną z ławek. Jednak tym co szybko zniosło to uczucie, było widniejący w jego oczach narastający strach. Wnioskując po twarzach innych, pod tym względem się nie wyróżniał. Moją uwagę przykuł owad, który nagle zacząć poruszać się w jednym kierunku. Wiodłam za nim wzrokiem, aż spostrzegłam się że znajduje się tuż pod ławką Chana. Gdy zaczął powoli wchodzić na ławkę, chłopak instynktownie przebiegł przez połowę sali, nieświadomie trafiając obok mnie. Zaczął okupować moje krzesło, przy czym położył swoją rękę na mojej. Od razu się spięłam, wiedząc jaka reakcja może mnie zaraz czekać. Już otwierałam usta by poinformować chłopaka o zaszłej sytuacji, lecz był szybszy. Ku mojemu zdziwieniu nie zareagował jakoś bardzo nerwowo. Jedynym jego posunięciem, było zabranie ręki. Dodatkowo na jego twarzy zawidniało lekkie zmieszanie.
- Yui, jak myślisz długo będziemy tak siedzieć na tych ławkach i krzesłach? - Zadał mi niespodziewane pytanie. No tak, dobre pytanie. Sama chciałabym znać na nie odpowiedź. Wyraźnie było widać jak Chan uważnie śledzi zwierzęta. Nie miałam pojęcia czy się ich bał, czy to najzwyczajniejsza ostrożność mu się włączyła.
- Znając świetną organizację naszej szkoły, to może to potrwać do końca lekcji. - Westchnęłam cicho. Z opowieści słyszałam, że koty są świetnymi drapieżnikami i od razu wyobraziłam je sobie, jak pozbywają się owadów, jednego po drugim.
- Szkoda że nie mamy kotów. - Mruknęłam niezadowolona po dłuższej ciszy, która zaistniała między nami. Chłopak posłał mi pytający wzrok, na co odpowiedziałam wzruszeniem ramion. No tak, brawo Yui. Świetnie myślisz, nawet w takich momentach. Nagle z radiowęzła rozległ się komunikat. Lekcje obejmujące cały dzisiejszy dzień, zostały odwołane. Mimo wszystko, wywołało to u mnie lekki uśmiech. Czy to ze względu tych małych stworzeń? Ktoś na sali rzucił nawet, czemu nie możemy po prostu ich zabić, lecz spotkał się z poirytowanym wzrokiem nauczyciela. Skwitował to tylko słowami, że takie myślenie to przejdzie tylko na wojnie.
- Hej, Chan, myślisz że to wszystko przez pająki? - Nachyliłam się nad chłopakiem, cicho zadając mu pytanie. Tym razem to on lekko wzruszył ramionami. Niespodziewanie do sali wtargnęła grupka ludzi, ubranych w kaftany. Wszyscy mieli ze sobą pojemniki, co wyglądało przekomicznie. Jeszcze śmieszniej zrobiło się, jak zaczęli z nimi latać w celu złapania tych małych potworów. Gdy ostatni owad trafił do pudełka, atmosfera momentalnie się zmieniła. Wcześniej było czuć pewnego rodzaju spięcie, które teraz powoli się ulatniało. Wszyscy zaczęli zajmować swój miejsca. Tak samo było z Chanem, który do tej pory siedział przyczepiony do mojego krzesła. Nauczyciel nakazał zostać nam w klasie jeszcze chwilę, po czym sam opuścił pomieszczenie. Niespodziewanie pojawił się zupełnie innym wejściem. Poinformował nas że w szkole zarejestrowano obecność zupełnie nieznanego gazu, przez co jesteśmy zmuszeni opuścić klasy, jednak ze szkoły wyjść nie możemy, żeby nie doprowadzić do zmieszania substancji z otoczeniem. Podeszłam do wcześniej towarzyszącego mi chłopaka, podzielając jego uczucia, które wyrażał swoim spojrzeniem. 
- Ciekawe gdzie nas teraz zabiorą. Skoro tak bardzo nie chcą wymieszać go ze środowiskiem, to znaczy że się go obawiają. Więc czy nie wydaje się dziwne, że nie boją się zostawić nas w tym potencjalnie niebezpiecznym miejscu? - Zwróciłam się do chłopaka, który lekko zbladł.
- Może mają jakieś specjalne filtrowane miejsce. Mimo wszystko to szkoła wojskowa, myślę że trochę nas testują. - Odpowiedział cicho. Miałam szczerą nadzieję że tak właśnie było. 
- Potrzebujesz więc może towarzystwa na jakiś czas? - Uśmiechnęłam się lekko.

<Chan?>

Ilość słów: 559
Ilość punktów: 50 + 140 = 190

wtorek, 20 marca 2018

Od Yui CD Chanyeola 'Dotyk barw'

No tak, co by było, gdybym znowu się nie potknęła i nie upadła na chłopaka, który chwilę wcześniej tak bardzo prosił by go nie dotykać. Nie spodziewałam się tego, że stanie się cud i nagle pomoże mi wstać, więc podniosłam się powoli, cała czerwona. Odgarnęłam powolnym ruchem włosy z twarzy, wpatrując się w chłopaka. -Sorki, znowu przeze mnie upadasz - Dotarł do mnie śmiech chłopaka, co wywołało u mnie lekki uśmiech.
- W porządku, sama może nauczę się normalnie chodzić. - Teraz to ja zaśmiałam się lekko. Chłopak wyglądał na lekko zmieszanego, przez co chwile mocno się dłużyły. gdy rozbrzmiał głośny dzwonek, podskoczyłam lekko. Chan też jakby bardziej się ożywił. Spojrzał na mnie, a ja kiwnęłam mu głową w stronę klasy od historii. Osobiście nie przepadałam za nią tylko dlatego, że trzeba było uczyć się dat. Cała reszta była bardzo interesująca. Od czasów jak człowiek musiał mieszkać na powietrzu i każdy dzień był walką o przetrwanie, aż po średniowiecze, w którym ludzie podobno mieli bardzo dziwne wierzenia. Kobiety, które uważano za wiedźmy, palono na stosie. Albo głęboka wiara w czarną magię. To wszystko kończyło się na czasach tuż przed zniknięciem Ziemi. Z rozmyślań wyrwał mnie nauczyciel, który jak zwykle darł się na jednego z niesłuchających uczniów. Z moich ust wydobyło się ciche westchnięcie. Rzuciłam wzrokiem po klasie, w poszukiwaniu Chana, lecz nim udało mi się go znaleźć musiałam szybko skupić się na nauczycielu, który z hukiem upuścił coś na podłogę. Ku przerażeniu wszystkich, przedmiot okazał się terrarium z trzema pająkami. Wszyscy natychmiastowo, łącznie ze mną, wleźli na ławki. Dało się słyszeć parę krzyków. Sam nauczyciel szybko wszedł na swoje krzesło.
- Pod żadnym pozorem nie schodźcie z bezpiecznych ławek. Pająki są mocno jadowite, więc odradzam konfrontacji z nimi. - Słychać było wyraźne drżenie w głosie nauczyciela. Mężczyzna złapał za telefon, po czym obdzwonił chyba każdą "służbę szkolną". Podwinęłam nogi bliżej siebie i powiodłam wzrokiem za stworzeniami. Cała trójka musiała pochodzić z tego samego gatunku, ponieważ wszystkie zwierzęta pokrywała czarna barwa.
- To obecnie bardzo rzadki gatunek, który został cudem ocalony. Pochodzi z Ziemi, dlatego trzymam je w takim miejscu. Pech chciał, że moja niezdarność przewlokła je prosto na podłogę. Gdy zaczną się wspinać komuś na ławkę, radzę nie atakować - są bardzo szybkie. Wtedy zostaje wam uciekać do kogoś innego. - Podziwiałam nauczyciela że w takiej sytuacji był w stanie zachować zimną krew. Niby zwykłe pajączki, a taka panika. Zresztą, on sam chyba nakręcił wszystkich do takiego stopnia, że niektórzy aż płakali. To był moment na znalezienie Chana. Tym razem udało mi się go znaleźć i złapać kontakt wzrokowy.

<Chan?>
Ilość słów: 429
Ilość punktów: 50 + 105 = 155

niedziela, 11 marca 2018

Od Yui CD Rei'a 'Nowa twarz'

Wszystko stało się tak nagle - huk tłuczonego szkła, krzyki ludzi i ten przeraźliwy pisk w uszach. Minęło trochę czasu zanim doszłam do siebie. Szybko przeleciałam wzrokiem po pomieszczeniu. Wszyscy siedzieli skuleniu, tuż przy samej podłodze. Niektórzy za stołami, a inni bez zakrywania się niczym. Szybko dotarło do mnie co się dzieje i momentalnie zalała mnie fala strachu. Serce nagle przyspieszyło i zaczęłam drżeć. Rzuciłam okiem na Rei'a, który uważnie obserwował co się dzieje. Uspokoił mnie fakt że przynajmniej jestem z nim. Powoli przełknęłam ślinę i stuknęłam go w rękę. Chłopak powoli przybliżył się do mnie, po czym spytał co robimy. Spojrzałam na niego pustym wzrokiem. Kompletnie nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Już miałam coś powiedzieć, jak usłyszałam strzał. Szybko wszyscy odwrócili wzrok w stronę oddanego strzału. Moim oczom ukazał się niezbyt przyjemny widok - ktoś został postrzelony w nogę. W tym samym czasie zdecydowanie ten najwyższy, przeszedł ciężko po pomieszczeniu.
- Jeżeli ktoś z was postanowi się ruszyć, to skończy tak samo jak on. - Wskazał pistoletem na chwilę wcześniej postrzelonego mężczyznę. Na jego twarzy zawitał złośliwy uśmiech, gdy zobaczył że owy mężczyzna zadrżał z bólu. Od razu zawrzało we mnie. Strasznie zdenerwował mnie ten człowiek i bardzo chciałam mu oddać, niestety hamował mnie fakt że stało tam trzech kolesi z bronią. Przypomniałam sobie nagle o Rei'u i jego pytaniu. Nachyliłam się ku niemu.
- Wygląda na to że nie straszą nas tylko po to żebyśmy nic nie zrobili. Naprawdę są w stanie nam coś zrobić. Dlatego proponuję by trochę ich zdezorientować. - Szczerze, to kompletnie nie wiedziałam jak to zrobić, więc w dużej mierze liczyłam na Rei'a. Chłopak wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał, więc cierpliwie czekałam - chociaż nie było to łatwe w obecnej sytuacji. Rozejrzałam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu ewentualnych dodatkowych pomysłów. 
- Możemy przeturlać szklankę w kierunku drzwi. Domyślam się że każdy z nich zwróci na to uwagę. Mogłabyś wtedy kopnąć stolik na tego najbliżej nas. Jeśli by nam się udało, chociaż nie może na się nie udać, ponieważ wtedy najprawdopodobniej byśmy zginęli, to pobieglibyśmy w stronę zaplecza.  Drzwi są otwarte, to może nawet uda nam się zabarykadować, a wtedy już tylko tylne drzwi i pięknie. - Analizowałam plan Rei'a. Nie był zły - mogłabym rzec że jak na obecną sytuację, to myśli bardzo trzeźwo. Taki pech że wcześniej strzelający mężczyzna potknął się i upadł twarzą tuż przed nami. Instynktownie szybko się odsunęłam, po czym przywaliłam mu najbliższą - właśnie tak - butelką. Szkło zgrabnie rozbiło mu się na twarzy, raniąc go w nos i czoło. Rei widząc to, szybko mnie złapał i przyciągnął do siebie, dzięki czemu uniknęłam postrzału. Następnie ciągle mnie trzymając, biegiem rzucił się w stronę zaplecza. Jeden z przestępców strzelił w naszą stronę i trafił w coś, co spowodowało że pocisk rozpadł się na wiele odłamków - znowu pech chciał że jeden z tych odłamków trafił mi prosto w łydkę. Syknęłam cicho. 
- Wszystko w porządku? - Dobiegł do mnie głos chłopaka. Nie chcąc zepsuć wszystkiego co nam się udało do tej pory, ukryłam moją ranę i skinęłam głową na "tak". Dokładnie zabarykadowaliśmy drzwi i zaczęliśmy szukać jakiegoś wyjścia ewakuacyjnego. Przy okazji znalazłam przycisk alarmowy, dzięki czemu na miejscu miały możliwość pojawić się odpowiednie służby. Było słychać że ktoś dobija się do drzwi, którymi się przedostaliśmy do obecnego pomieszczenia. Złapałam za miotłę, pozbywając się szczotki, dzięki czemu miałam sam kij. Wiadomo - w takiej sytuacji każda broń się przydaje. Stanęłam przy drzwiach, gdy nagle usłyszałam wołanie. Szybkim krokiem ruszyłam w stronę Rei'a. Wskazał głową na małe drzwi.
- Niestety są zatrzaśnięte.. Ale mogę spróbować je wyważyć. - Wypuścił wolno powietrze, po czym szybkim i zdecydowanym ruchem uderzył całym ciałem w drzwi. Było słychać dźwięk, który przypominał łamiący się metal. Chłopak był o wiele silniejszy ode mnie, dzięki czemu z łatwością pozbył się ostatniej zapory - drzwi. W tym czasie kątem oka zobaczyłam że chłopak również jest skaleczony - w ramię. Najwyraźniej jeden z kawałków szkła musiał go zranić. Pośpiesznie je otworzył i już miał wychodzić, gdy nagle stanął. Przed nim wyłonił się jeden z przestępców - ten, którego zraniłam szkłem. Jednak chłopak nie okazał strachu - mało tego, szybkim ruchem uderzył mężczyznę. Chciałam mu pomóc, ale jednocześnie wcześniej zabarykadowanymi drzwiami wpadł drugi z mężczyzn. Nagle przypomniałam sobie że nie wcisnęłam przycisku alarmowego. Kolejną rzeczą, która do mnie dotarła, było to że mężczyzna był uzbrojony w pistolet, a ja w zwykły kij od miotły. No tak.. Co mogło pójść nie tak. Jednak nie mogłam się poddać. Nie byłabym sobą, gdybym się nie postawiła. Jedyne co mi bardzo utrudniało moje zamiary, była skaleczona noga. Cicho westchnęłam. W głębi duszy miałam nadzieję że Rei da sobie radę - trafił przecież na o wiele trudniejszego przeciwnika niż ja. Do tego również był skaleczony. Moim celem było pozbycie się broni z rąk mojego przeciwnika. Jeśli się uda, to byłabym w sprzyjającej mi sytuacji. W ten sposób właśnie, rozpoczęła się nietypowa walka o przetrwanie, w którą wplątał mnie chłopak, którego znam jeden dzień. Czy żałuję? Ani trochę.
<Rei?>

Ilość słów: 829
Otrzymane punkty: 50 + 205 = 255

piątek, 2 marca 2018

Od Yui CD Rei'a 'Nowa twarz'

Ostatnia lekcja - Astronomia. Może tego nie okazywałam, ale w głębi duszy byłam bardzo podekscytowana. Gdy dobijała już 10 minuta od dzwonka, bardzo niecierpliwie stąpałam z nogi na nogę. Uparcie czekałam na nauczyciela, z miną zawziętego dziecka. Gdy ujrzałam go tuż na rogu, miałam ochotę zacząć skakać ze szczęścia. Można powiedzieć że wyglądałam jak jedno wielkie skupisko radości. Rei kątem oka spoglądał na mnie. Wyglądał jakby był lekko zażenowany. Może spóźnieniem nauczyciela, może mną, ale chyba to była najmniej trapiąca mnie teraz rzecz. Wsunęłam się do sali i zajęłam miejsce. Po dłuższym czasie przyglądania się naszemu nowemu nauczycielowi, stwierdziłam że zdecydowanie nie powinien nim być. Oczywiście, tylko przez wygląd, ponieważ poza tym facet mówił od rzeczy. Gdy wspomniał o przyszłych wycieczkach do szkolnego planetarium, momentalnie "zaświeciły" mi się oczy. W głowie pojawiła mi się myśl. Może by nawet się uczyć do tej Astronomii. Oprócz tego, opowiedział tylko przykładowe rzeczy, które będziemy robić na lekcji - i to zdecydowanie sprawiło że lekko już mnie przynudziła ta lekcja. Gdy zadzwonił dzwonek, odetchnęłam głęboko i zdecydowałam że już jestem gotowa opuścić ten budynek. Zanim jednak ruszyłam, spostrzegłam się że podszedł do mnie Rei. Podczas krótkiej podróży do drzwi, spytał mnie o wyjście na miasto. Ponoć znał jakąś fajną kafejkę. Stwierdziłam że jak na pierwszy dzień szkoły, nieźle trafiłam. Dlatego bez zawahania się zgodziłam. Oczywiście dla zabezpieczenia spytałam o odległość naszego celu od szkoły.. I to była moja zguba. Rei zaczął podawać mi dokładny opis drogi, a ja na marne próbowałam się na tym skupić i coś zrozumieć. Chłopak dodatkowo rozpoczął jedną z dziwniejszych gestykulacji jakie widziałam, co lekko mnie rozbawiło. Oczywiście nie mogłam tego po sobie dać poznać. Tak się skupiłam na tym co robił, że nie wyciągnęłam prawie nic z tego co mówił. Dlatego na koniec będąc lekko zakłopotana zapewniłam go że chyba mniej więcej rozumiem - co oczywiście było błędną informacją. Jedyne co do mnie mocno trafiło, to dobre wypieki o których wspomniał. Do tego mieli tam podobno gorące napoje. Może i zostało mi trochę kakao, ale wiadomo - nawet do kafejki nie wypada przynosić własnych napojów. Ruszyłam śladami Rei'a, które zaprowadziły mnie na stację. Komunikacja miejska nie jest czymś co kocham. Na początku było znośnie - dało się oddychać. Ku mojemu niezadowoleniu z czasem wsiadało coraz więcej osób i tak się złożyło, że akurat na stacji na której mieliśmy wysiąść, wylał się cały ten tłum. Ku mojemu większemu nieszczęściu - musiałam się przepychać przez masę osób, które uparcie stały na swoim miejscu i za nic nie chciały nas przepuścić. Gdy wreszcie dokonaliśmy tego, stanęłam zgubiona obok Rei'a. Za nic nie miałam pojęcia gdzie jestem, więc znowu byłam zdana na niego. Najpierw poszliśmy prosto, potem w prawo, prawo, prosto, lewo i prosto. Dokładnie tak jak mówił.. Chyba. Wreszcie udało mi się dostrzec neonowy napis "Karpe'tie". Sam budynek już wyglądał dość ciekawie, więc nie mogłam się doczekać wejścia do niego. Rei rzucił zwykłe "to tutaj", jakbym jeszcze nie była do końca przekonana że to właśnie to miejsce. Wślizgnęłam się do środka pierwsza i pierwsze co przykuło moją uwagę to kolorystyka. Kolory zdobiące to pomieszczenie były jasne, co dodawało temu miejscu uroku i pewnego wrażenia "ożywienia". Usiedliśmy w dość przytulnym miejscu, tuż obok filaru. Dokładnie obejrzałam kartę zanim ją otworzyłam. Rei wyglądał jakby był tu już któryś raz, ponieważ nie minęła minuta odkąd otworzył kartę, a już mi coś polecił. Otworzyłam moją kartę na tej samej stronie i przyjrzałam się temu. Ciasto czekoladowe z likierem. Brzmi dobrze. Zerknęłam kontrolnie na kolejną stronę.. Nie powinnam. Zobaczyłam całą masę dobrych rzeczy. Nagle dotarł do mnie głoś Rei'a.
- Yuui, jesteś z nami? Chyba trochę odpłynęłaś. - Podniosłam zdezorientowany wzrok na cicho śmiejącego się chłopaka. Wskazał głową dyskretnie na kelnera stojącego obok. Trochę się zestresowałam bo nie wiedziałam co powiedzieć. Chłopak to zauważył i zerknął na moją kartę, ponieważ dłuższy czas wpatrywałam się w jedno.
- Dwie herbaty, razem w zestawie z ciastem czekoladowym. - Wyraźnie mi ulżyło gdy to powiedział. Gdy kelner się oddalił, zrobiłam się cała czerwona ze wstydu.
- Przepraszam za to.. Szczerze to mój pierwszy raz jak jestem w takiej kafejce, u mnie w mieście takich nie było. - Powiedziałam cicho.
- Skoro to Twój pierwszy kafejkowy raz, to właśnie oficjalnie Cię rozdziewiczyłem pod tym względem. - Rzucił na rozluźnienie atmosfery, po czym oboje się roześmialiśmy. - W takim razie, chcesz mi opowiedzieć więcej o Twoim mieście? I jakie jest w porównaniu do tego?
- Oczywiście.. Chociaż chyba nie ma za bardzo o czym mówić. Pochodzę z miasta Glenarm, które w sumie jest bardziej miasteczkiem. Jest położone blisko granicy, więc za dużo to tam nie ma. Szczerze, to liczy tylko 2 tysiące osób, z czego większość to prości ludzie, dlatego trochę nie czułam się tam dobrze. Gdy miałam 11 lat, wojsko miało jakieś szkolenia poza strefą, dzięki czemu miałam szansę się im przyjrzeć. To właśnie wtedy stwierdziłam że kiedyś urwę się z tamtej dziury, prosto do wojska. Nie wiem czemu, ale czułam że to miejsce idealne dla mnie. W Glenarm prawie nic nie mówią o wojsku. Tam w ogóle nie ma żadnych pociągów, a samochody mają tylko pojedyncze jednostki. To nie to samo co Alatras. Alatras ma zaawansowaną technologię i dużo się tu dzieje. Trochę się tu jeszcze gubię, ale chyba mogę szczerze powiedzieć że jest mi tu lepiej. Mieszkam sama, ja podejmuje decyzję i wreszcie mam własne życie o którym to ja decyduję. Chociaż przyznam, że gdyby nie moi rodzice, to pewnie by mnie tu nie było. - W tym miejscu zawahałam się czy może powiedzieć chłopakowi że obecni, a raczej byli, opiekunowie, nie są moimi prawdziwymi rodzicami, lecz się powstrzymałam. Przecież znamy się jeden dzień, chociaż nie wiem czy to ma znaczenie, przecież był jedyną osobą którą poznałam do tej pory. Przy okazji kelner przyniósł nam nasze zamówienie. Moje oczy ponownie się zaświeciły na widok ciasta. Szczerze mogę przyznać, że nigdy nie widziałam tak imponująco podanego jedzenia. Spróbowałam kawałek i naprawdę, to był moment w którym stwierdziłam że Rei'owi można zaufać.
- Kurcze, to ciasto jest naprawdę niezłe. Z tego co pamiętam to chyba mieszkasz gdzieś w okolicy.. Przynajmniej gdzieś w mieście. Często tu bywasz? - Spytałam chłopaka, jednocześnie upijając łyk herbaty, która była równie dobra.

<Rei?>

Ilość słów: 1025
Otrzymane punkty: 50 + 255 = 305

czwartek, 1 marca 2018

Od Yui CD Chanyeola 'Dotyk barw'

Prawie zasnęłam na tej lekcji. Przyznam że póki co, jest to jeden z mniej ciekawych przedmiotów. Więc uzasadnione było, gdy szybko się ocknęłam po usłyszeniu dzwonka. Szybko, wstałam, lecz pakowałam się już wolniej. Nie chciałam pchać się w tłum. Akurat tak wyszło, że wylądowałam tuż za Chanem. Nie byłoby w tym nic złego gdyby nie to, że zostaliśmy zatrzymani. Wyglądało na to, że szukali zaczepki. Stanęłam lekko na palcach, ponieważ Chan był tak wysoki, że wszystko zasłaniał. Ze wszystkiego co udało mi się zrozumieć, wywnioskowałam że się znali. Przez chwilę postanowiłam się nie wtrącać w ich sprawy, lecz wyczuwałam za dobrze, jak bardzo stresująca dla Chana jest ta sytuacja. Chłopak słusznie postanowił ich ignorować, lecz oni nie wyglądali jakby zamierzali odpuścić. Wyszłam pewnym krokiem przed Chana. Ten najwyższy - czerwonowłosy osobnik z licznymi tatuażami zaczął mi się przyglądać.
- Zamierzacie kiedyś skończyć? Chciałabym już wyjść z tej klasy, a mam pewne plany co do tego pana, więc byłabym wdzięczna gdybyście sobie odpuścili. - Starałam się powiedzieć to jak najdelikatniej, ponieważ bardzo unikałam konfliktów. Ten tylko lekko uśmiechnął się pod nosem.
- Taka mała i urocza dziewczynka, a w takim miejscu? Lepiej zmykaj stąd, ponieważ muszę trochę sobie pogadać z Twoim koleżką.. A potem może jeszcze się spotkamy. - Po tych słowach jego twarz przybrała złośliwy grymas. Wzdrygnęło mnie sam pomysł ponownego spotkania go. Pewnym ruchem wcisnęłam ręce do kieszeni. Chan wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, lecz znów go wyprzedziłam.
- Uważaj co mówisz, wyżej srasz niż dupę masz. - Mimo iż wiedziałam że Chan nie będzie zadowolony, to poczułam że muszę to zrobić. Złapałam go mocno za nadgarstek, po czym szybkim krokiem wyszłam z klasy, potrącając jednego z trzech naszych zaborców. Oczywiście nie obyło się bez komplikacji - ten sam którego potrąciłam, również złapał mnie za nadgarstek. Intuicyjnie puściłam Chana i przywaliłam tamtemu w twarz. Pozostała dwójka od razu się uruchomiła, lecz na szczęście zjawił się jeden z nauczycieli.
- Jakiś problem? - Spytał stając między nami. Ku mojemu szczęściu, odpuścili. Któryś z nich odburknął ciche "nie", po czym odszedł. Nauczyciel obejrzał się za nimi, po czym bez słowa odszedł. Poczułam lekki ból w dłoni. Zorientowałam się że musiałam naprawdę mocno go uderzyć. Odwróciłam się w stronę Chana, lecz już go tam nie było. Westchnęłam cicho, po czym postanowiłam go poszukać. Zaraz kolejna lekcja, a jeśli gdzieś poszedł, to mógłby za szybko nie wrócić. Najpierw udałam się w stronę klasy. Poczułam ulgę, gdy zobaczyłam go stojącego gdzieś przy ścianie. Podeszłam lekkim krokiem i zaczepiłam.
- Wszystko w porządku? Wybacz że tak Cię złapałam za rękę, po prostu czułam że inaczej byśmy za szybko stamtąd nie wyszli. - Powiedziałam cicho i gdy chłopak spojrzał w moją stronę, spuściłam lekko głowę. Wyglądał nie za dobrze, nie wiem z jakiego powodu, lecz miałam szczerą nadzieję że nie zaszkodziłam mu.

<Chan?>

Ilość słów: 466
Otrzymane punkty: 50 + 115 = 165

wtorek, 27 lutego 2018

Od Yui CD Chanyeola 'Dotyk barw'

Ziewnęłam lekko, leżąc w wannie. Spojrzałam kątem oka na zegarek. 7:30. Nadal nie wierzę że nagle wpadłam na pomysł wygrzania się w ciepłej wodzie, tuż przed pójściem do szkoły. W Alatrasie jestem już 10 dni, więc będzie to już tydzień jak chodzę do Akademii. Szczerze na początku obawiałam się że lekcje będą nudne i szybko się zniechęcę, lecz ku mojemu zdziwieniu, było odwrotnie. Naprawdę mi się tu podobało. O mniej więcej 8:05, siedziałam na kanapie, prosto przed moim oknem. Owinęłam się kocem, popijając kakao, które ostatnio naprawdę polubiłam. Co jak co, ale w miejscowym sklepie sprzedają jedne z lepszych. Oczy już powoli mi się zamykały, gdy nagle w moich uszach wybrzmiał dźwięk budzika. Był to jeden z budzików, na wypadek mojego zaspania. I jak widać pełni swoją rolę wyśmienicie. Wypełzłam spod koca i udałam się w stronę szafki, by wyciągnąć coś do ubrania. Założyłam pół dresowe spodnie, które w sumie aż tak bardzo dresów nie przypominały, więc nie musiałam się przejmować tym, że ktoś zwróci na mnie większą uwagę z powodu stroju. Do tego założyłam jakąś długą bluzę i miałam komfort zapewniony na cały dzień. Jak zwykle, przed wyjściem wrzuciłam do plecaka parę przydatnych rzeczy typu zeszyt i długopis oraz śniadanie składające się z rogala i termosu z kakao. Z domu wyszłam mniej więcej o 8:30. Klasycznie wrzuciłam na siebie płaszcz i czapkę, po czym ruszyłam do szkoły. Czasu miałam dużo, więc nie spieszyłam się zbytnio. Około 20 minut później, wylądowałam przed szkolnym budynkiem. Szłam wyjątkowo wolno, więc droga znacznie mi się wydłużyła. Wskoczyłam szybko do szatni, by zostawić zbędne rzeczy. Jak zwykle - masa osób. Pospiesznie ściągnęłam kurtkę i czapkę, po czym wcisnęłam do szafki. Czas strasznie szybko mijał, więc gdy spostrzegłam się że zostały tylko dwie minuty, znacznie przyspieszyłam kroku. W tym miejscu popełniłam błąd - nie patrzyłam przed siebie, przez co wpadłam na kogoś. Owa osoba ledwo utrzymała się na nogach, ja jednak nie miałam tego szczęścia. Złapałam się za głowę, po czym spojrzałam w kierunku tej osoby. Moim oczom ukazał się wysoki chłopak, o mocno kasztanowych włosach. Wyglądał na dość zmieszanego, więc postanowiłam lekko rozluźnić sytuację. Oczywiście trochę nie wyszło.
- Jaki duży.. - To było pierwsze co przyszło mi do głowy. Oczywiście od razu skarciłam się za takie coś. No, brawo Yui. Zabłysnęłaś już na samym początku. Szybko wstałam, po czym dodałam dla sprostowania. - Oh, przepraszam. Bardzo się spieszyłam i nie patrzyłam przed siebie. - Posłałam mu lekki uśmiech i ku mojemu zadowoleniu, chłopak lekko się rozluźnił.
- Nie ma problemu, również się spieszyłem. To mój pierwszy dzień i niezbyt widzi mi się spóźnienie na pierwszą lekcję. - Powiedział szybko. Dyskretnie obejrzałam chłopaka i lekko pożałowałam jak się dziś ubrałam. W przeciwieństwie do mnie, chłopak wyglądał bardzo porządnie. Oboje ruszyliśmy szybkim krokiem w kierunku sali. Gdy byliśmy już blisko, zadzwonił dzwonek. Nagle dostałam olśnienia, że przecież się nie przedstawiłam.
- Tak w ogóle, to jestem Yui, czasem wołają na mnie Yuu. - Kolejny raz posłałam mu lekki uśmiech i chciałam podać rękę, lecz nie wyglądał jakby tego pragnął, więc powstrzymałam się. Chłopak zerknął na mnie kątem oka, po czym powiedział ciche "Chan". Po dłuższym przyjrzeniu mu się, na mojej twarzy zawitał lekki grymas. Nadal wyglądał na lekko spiętego. Weszliśmy do klasy z grupką ostatnich osób. Ja skierowałam się na swoje już stałe miejsce, a Chan zajął jedno z wolnych. Nauczyciel zaczął sprawdzać listę. Już w głowie miałam pewną kolejność, więc gdy usłyszałam nazwisko "Park Chanyeol", zainteresowana przekręciłam głowę. Zerknęłam w stronę osoby, która wstała. Okazał się nią nie kto inny, jak nowo mi poznany Chan. Więc tak brzmi jego prawdziwe imię. O dziwo nauczyciel nie zwrócił uwagi na to, że wcześniej się nie pojawiał na liście. Tak jakby był tam od zawsze, ale pomijany. Oczywiście lekcję zaczął od swojego charakterystycznego żartu, który pochodził chyba ze specjalnej półki z bardzo rzadką specjalizacją - żartami beznadziejnymi.
- Witam wszystkich, z tej strony William Smith, nauczyciel waszego ulubionego przedmiotu - nauce o bestiach. - Zaśmiał się cierpko, przez co schowałam głowę w rękach. Dasz radę Yui, jakoś przetrwasz ten przedmiot.

<Chan?>

Ilość słów: 673
Otrzymane punkty: 50 + 170 = 220

niedziela, 25 lutego 2018

Od Yui CD Rei'a 'Nowa twarz'

Nauczyciel strzelectwa. Słysząc te słowa, od razu wszyscy mają ciarki. W skrócie - nauczyciel wymagający bezwzględnej dyscypliny i chociażby minimalnego zaangażowania. Gdy dotarłam pod salę razem z Rei'em, dołączyliśmy do grupki osób spóźnionych. Nauczyciel nieźle go opieprzył, za to że buja gdzieś głową w chmurach i nie słucha. Szczerze sama miałam dużą nadzieję że mnie nie wywoła tak jak jego, ponieważ również nie skupiłam się na tym co mówił. Na szczęście jedyne co zrobił, to popatrzył na nas z rozczarowaniem. Szczerze nie wierzyłam że nikt go nie słuchał, bardziej stawiałam na to, że po prostu się go boją.
- Naprawdę NIKT? - włożył ręce w kieszenie i pokręcił głową. - Ostatni raz wam powtórzę. Są to wasze pierwsze zajęcia strzelectwa. Na początku zaprezentuje wam dwie bronie w sensie praktycznym, czyli strzelaniu z nich i postawie oraz zrobimy szybki rozbiór broni. - Na środku stał średniej wielkości stolik, na którym położył obie bronie. Uczniowie zebrali się dookoła, czekając na prezentację. Gdy zobaczył że wszyscy są gotowi, wziął pierwszą broń do ręki i ją przedstawił. Powiedział że ta broń służy najczęściej jako dodatkowa, pokazał podstawowe czynności jak przeładowanie, wysunięcie magazynka, czy uzupełnianie amunicji. Z drugą bronią postąpił podobnie, po czym poprosił jednego z uczniów o powtórzenie. Po upewnieniu się, że każdy rozumie o co chodzi, przeszedł do części praktycznej. Pokazał nam poprawne trzymanie broni i pozycję.
- Przy trzymaniu małej broni, są dwie opcje. Możecie złapać ją w obie ręce i trzymać tak, aby muszka (przy tym pokazał mały element tuż przy wylocie lufy) była na wysokości waszych oczu. Niektórym łatwiej jest przy bardziej zgiętych rękach, a nie którym przy mniej, tutaj w tej kwestii macie wolny wybór. Drugą opcją jest trzymanie jedną ręką, zasady takie same, lecz gdy zdecydujecie się zdawać test z taką postawą, nie możecie zrobić ani jednego błędu. Do zdawania testu w sposób dowolny dostają uprawnienia tylko najlepsi, więc nawet jeśli ta postawa do strzelania wychodzi wam lepiej, a nie macie dobrych wyników z całego roku, to i tak musicie zdawać z postawy podstawowej - czyli pierwszej. Czyli w skrócie - warunkiem jest panowanie nad podstawą pierwszą. - Podczas tego co mówił nauczyciel, nie było słychać na sali ani jednego szeptu. Najwyraźniej był z tego zadowolony, ponieważ mówił coraz spokojniej. Wziął do ręki pierwszą broń i wycelował wcześniej przygotowany cel, którym był manekin. Pokazał obie postawy i oddał dwa strzały.
- Tam macie przygotowane 20 manekinów. Tutaj skończy się zasada strzelania do tarczy, bo "do żywej jednostki się nie powinno". Chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego. Dobierzcie się w pary i ustalcie kto strzela pierwszy. Osoba która w tym momencie będzie wolna, ma ustawić swojego partnera w poprawnej pozycji. - Po tych słowach uczniowie zaczęli się dobierać, lecz gdy zobaczył jak to wygląda, szybko zmienił zdanie. Dobrał nas samodzielnie i w taki sposób wylądowałam z Rei'em w parze. Jedynym utrudnieniem dla mnie było to, że był z 30 cm wyższy, więc ustawienie go w poprawnej pozycji to wyzwanie. Owszem, było trochę narzekania na to jak nauczyciel dobrał pary, lecz szybko wyjaśnił o co chodzi. Zależało mu, żeby nikt nie dobrał się z kimś tej samej postury - na wojnie nie będzie tak łatwo. No to dobrał nas idealnie. Jak na życzenie, nauczyciel zdecydował że to ja będę najpierw ustawiać mojego partnera. Każda para dostała broń i tak zaczęła się nasza pierwsza lekcja praktyczna. Rei wziął broń do ręki, po czym niechlujnie podniósł ręce przed siebie. Moim zadaniem było dostosować odpowiednią wysokość. Oczywiście musiałam dyskretnie dać mu znak, że broń trzymamy w obu rękach. Po dłuższych mękach, udało mi się ustawić tak, by muszka była na wysokości jego oczu. Następnie chłopak sam miał parę razy ustawić się w takiej pozycji. Gdy nauczyciel uznał to za zaliczone, miał oddać pięć strzałów. Cztery z nich były celne, jeden chybiony. Mieliśmy się zmienić, gdy nagle zadzwonił dzwonek. No tak, ta lekcja trwała tylko 45 minut. Wyszłam z sali i od razu skierowałam się w stronę sali od astronomii, żeby na 100% się nie spóźnić. Parę osób postanowiło się zerwać, więc od razu zrobiło się luźniej. Na moje szczęście obok sali był mały zaułek, w którym mogłam się schować. Usiadłam na podłodze i odetchnęłam ciężko. Długo w samotności nie siedziałam, ponieważ nie kto inny jak pan Rei mnie znalazł. Można powiedzieć że nawet się cieszyłam że nie musiałam cały dzień być sama.
- Nieźle strzelasz, niektórzy ledwo trzy trafili. - rzuciłam mu lekki uśmiech. Chłopak zaskoczony moją pochwałą, lecz widocznie z niej zadowolony, odwzajemnił mi uśmiech.
- Na następnej lekcji też będziesz miała okazję się wykazać, o ile pan super nauczyciel nie straci humorku. - odpowiedział cicho się śmiejąc. Miałam dużą ochotę powiedzieć mu że polubiłam tego nauczyciela za to że jest takim dominantem, który wie czego chce w stosunku do uczniów, lecz w ostatniej chwili ugryzłam się w język, bo przecież jak by to zabrzmiało z ust młodej uczennicy. Za to postanowiłam kontynuować wcześniej rozpoczęty temat.
- Wiesz.. Pytałeś się czy mam jakieś marzenie. Szczerze mówiąc, to zastanawiałam się nad tym już bardzo dużo razy, lecz nie uzyskałam zbyt konkretnej odpowiedzi. Na chwilę obecną mogę chyba powiedzieć że chcę być kimś więcej niż zwykła Yui. Nie chodzi mi o jakieś specjalne zasłużenie, bo i tak pewnie umrę na wojnie, lecz chodzi mi o samo przezwyciężenie siebie. Moi prawdziwi rodzice nie mogą niestety być dla mnie autorytetem, dla którego chciałabym się postarać, lecz przybrana siostra już mogłaby stanowić dla mnie pewien powód do zmian. - W tym momencie podkuliłam kolana i oparłam na nich lewy łokieć, patrząc bezpośrednio na chłopaka. - Wiesz, ona zawsze była odważna i niczego się nie bała, a przy tym nikogo nie traktowała niżej od siebie, zawsze na równi. Dlatego bardzo chciałabym być kimś więcej niż zwykła, mała Yuu. Mała, cicha i do tego nieśmiała. Do tego jak się rozgada to z rozmachem. - Powiedziałam z lekkim zmieszaniem na twarzy. Rei wyglądał jakby mnie słuchał, więc chociaż nie musiałam się martwić że znowu mówiłam jak do ściany, ponieważ tak to zazwyczaj wyglądało. Zaczęłam się zastanawiać czy trochę nie za dużo powiedziałam jak na ten etap znajomości, lecz chyba było już za późno. Słowa zostały rzucone. Wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, lecz postanowiłam być szybsza.
- I właśnie dlatego obiecuję że będę lepszą Yui! - posłałam mu lekki uśmiech, przymykając przy tym oczy.
 

<Rei?>

Ilość słów: 1 042
Otrzymane punkty: 50 + 260 = 310

środa, 21 lutego 2018

Od Yui CD Rei'a 'Nowa twarz'

Pierwsza lekcja - ahh to było coś. Już na starcie miałam ochotę powiedzieć nauczycielowi coś w stylu "Proszę, stop. Ośmieszasz się". Nasza klasa liczy sporo osób, więc przy pierwszym sprawdzaniu listy i tak wszystkich nie zapamiętałam. Jedyne czym mogę się pochwalić, to tym że dowiedziałam się jak nazywa się chłopak od którego tak szybko uciekłam do klasy. Nim się zorientowałam, pan Smith wyczytał moje nazwisko. Wstałam i cicho wydusiłam "obecna". Zdążyłam już zauważyć, że nikt za bardzo nie zwraca uwagi na innych, co znacznie mnie uspokoiło. Nauczyciel omówił jeszcze na czym będą polegały jego zajęcia i czego mamy się spodziewać. Gdy do dzwonka zostały dosłownie 2 minuty, wszyscy Ci, co ewentualnie mieli na ławkach zeszyty, zaczęli je chować. Ja również powoli wsunęłam swój do plecaka. Wreszcie wybrzmiał długo wyczekiwany dzwonek. Dość szybkim krokiem opuściłam klasę. Rzuciłam szybkie spojrzenie zapoznawcze i ku mojemu zadowoleniu, zobaczyłam nieobstawione okno. Stanęłam przy nim i odetchnęłam z ulgą. Masa uczniów wylała się na korytarze. Wybrałam sobie nawet dobry punkt obserwacyjny. Za oknem życie rozkwitło na dobre. Gdzieniegdzie można było zobaczyć maszerujące patrole. Już gdzieś głęboko w głowie miałam obraz siebie w takiej postaci. Moje rozmyślania przerwało dziwne uczucie. Uczucie obserwacji. Dyskretnie obróciłam głowę i gdy zobaczyłam sylwetkę wcześniej spotkanego przeze mnie chłopaka, odwróciłam się całkiem.
- W czymś mogę pomóc? - zapytałam grzecznie, uśmiechając się przy tym lekko. Tak naprawdę, w środku zżerał mnie stres. Chłopak zaczął się lekko jąkać, przez co sama trochę się speszyłam. "Powiedziałam coś nie tak?" - od razu w głowie pojawiły mi się podobne myśli. Postanowiłam lekko mu pomóc, lecz zanim się zebrałam i odważyłam na powiedzenie czegoś, to było za późno.
- Co Cię tutaj sprowadza, w sensie do tej szkoły? - spytał szybko. Trochę zdziwił mnie tym pytaniem, ponieważ miałam wrażenie że każdy przychodzi tu w jednym celu. Jednak nie byłabym sobą gdybym nie odpowiedziała.
- Umm.. Chciałam zostać żołnierzem, by służyć temu co nasze.. Domyślam się że jesteś tu w podobnym celu. - posłałam mu lekki uśmiech, po czym równie szybko jak on, spytałam.
- Jesteś stąd? Mieszkasz sam czy z kimś? Wybacz że tak wypytuję, ale poczułam że muszę to wiedzieć! - spojrzałam na niego niecierpliwym i przepełnionym ciekawością wzrokiem. Wyobraziłam sobie co musiał pomyśleć po zadaniu mu tego pytania i zrozumiałam że na wejściu nie powinnam pytać o takie rzeczy. Co prawda chłopak sprawił wrażenie lekko zaskoczonego, lecz nie miał trudności z odpowiedzią na to pytanie.
- Owszem, mieszkam tu calutkie 24 lata i póki co mieszkam z rodziną. Jednak planuję w niedalekim czasie zacząć szukać mieszkania i przejść na swoje. - odpowiedział spokojnie, po czym podszedł bliżej okna i włożył ręce w kieszenie. - A ty? Taka mała duszyczka jak ty, nie wygląda na tutejszą.
- Rodzina mieszka daleko stąd, przez co nie miałabym szansy się tu uczyć. Dlatego na potrzeby szkoły przeniosłam się tu do miasta i obecnie mieszkam sama.. Choć nie uważam by się to zmieniło - lekko opuściłam kąciki ust, i spojrzałam znów przez okno. Atmosfera stała się trochę napięta, przez brak tematów do rozmowy. Podczas zastanawiania się co by tu powiedzieć, chłopak znowu był szybszy.
- Nie mieliśmy okazji by się sobie przedstawić osobiście. Jestem Rei. - wyciągnął do mnie rękę. Nie chciałam pozostać mu dłużna, więc szybko również podałam mu rękę.
- Jestem Yui. Miło poznać. - znowu na moich ustach zawitał lekki uśmiech. Podczas ułamka sekundy, gdy miałam okazję trzymać chłopaka za rękę, zdążyłam zauważyć że ma ciepłe dłonie.. Albo to ja miałam zimne. Poza tym jego dłoń była co najmniej o połowę większa i wydawała mi się bardzo miękka. Przerwa mijała dość szybko, poza tym miała tylko 10 minut. Podczas sprawdzania planu lekcji, obok przeszedł ten sam chłopak, który wcześniej rzucił zaczepnym tekstem w stronę Rei'a. Zdążyłam zauważyć również, że szedł z nim jeszcze jeden z chłopaków, którzy prawie pobili się na poprzedniej lekcji. Oboje zmierzyli mnie wzrokiem i rzucili coś w stylu "ta to by się na "call girl" nadawała bardziej niż na wojnę", po czym odeszli śmiejąc się pod nosem. Nie spojrzałam nawet na Rei'a, tylko zła i upokorzona złapałam za plecak, udając się w stronę sali od historii. W momencie gdy zadzwonił dzwonek, szybko wskoczyłam do łazienki. Kilka dziewczyn obecnie tam przebywających, opuściło pomieszczenie, udając się w stronę klasy. Stanęłam przed lustrem, opierając ręce na umywalce. Ciężko westchnęłam po czym spojrzałam w lustro. Dałam sobie kopa motywacyjnego, że to zwykła dzicz nie potrafiąca się zachować, po czym szybko udałam się w stronę klasy. Na szczęście spotkałam się z nauczycielem przed klasą, a nie w, więc spokojnie weszłam do pomieszczenia i szybko zajęłam miejsce. Dopiero druga lekcja, a ja już miałam dość tego dnia. Wyciągnęłam zeszyt i w ciszy słuchałam informacji, które nauczyciel przekazywał. Nauczyciel od historii nie różnił się za bardzo od pana Smitha, również miał koszulę, lecz całą białą. Gdy się przedstawił, zapisałam w zeszycie:
"Historia - nauczyciel prowadzący : Garett Jacobson"

<Rei?

Ilość słów: 809
Otrzymane punkty: 50 + 200 = 250

wtorek, 20 lutego 2018

Od Yui CD Rei'a 'Nowa twarz'

Zbliżał się już wieczór. Kątem oka zerknęłam na okno. Ostatnie promienie słońca wpadały mi do pokoju. Westchnęłam cicho, po czym wstałam z pufy. Niedawno wynajęłam to mieszkanie i nadal nie mogę się nim nabawić. Nigdy by mi do głowy nie przyszło że 40 m2 może tak cieszyć. Podłoga wykonana jest z jasnego, dębowego drewna. Ściany pokryte są kremowo - białą farbą. Dodatkowo na połowie jednej z nich, widnieje ogromne okno z widokiem na miasto. Pragnę dodać że mieszkam w czteropiętrowym domku, który położony jest na wzniesieniu. Tak się złożyło, że akurat ostatnie piętro było wolne. Wieczorem idealnie przez to ogromne okno, mogę obserwować zachody słońca. Często przy tym łapię za szydełka i robię różne swetry, czy czapki lub szaliki. Jeszcze nie miałam zajęć, ale póki co jestem bardzo zadowolona z tego jak się ułożyłam. Matka powtarzała mi że na początku mieszkania samotnie może być mi trudno, ale z odrobiną oszczędności i "datków", które rodzice mi przesyłają - jakoś to ciągnę. Moje rozmyślania przerwał dreszcz. Niestety, ale nie umiem wysiedzieć za długo w pomieszczeniu bez ogrzewania. Moje mieszkanie niestety go nie posiadało. Założyłam szybko jakiś sweter i usiadłam przy stole. Sięgnęłam po plan lekcji żeby przygotować się na to, co mnie czeka. Ku mojemu zdziwieniu, nawet nie było źle. Do szkoły na piechotę miałam jakieś 15 minut, więc nawet ucieszyło mnie że już pierwszego dnia pośpię trochę dłużej. Wzięłam plan do lekcji, po czym powoli wstałam i przyczepiłam go do tablicy korkowej. Zajrzałam na chwilę do swojego pokoju, by wziąć jakieś szmatki do spania i leniwym krokiem powędrowałam w kierunku łazienki. Miałam dziś ochotę na dłuższą kąpiel, więc odkręciłam wodę. W międzyczasie włączyłam sobie płytę z moimi ulubionymi instrumentalnymi duetami - pianinem i skrzypcami. Gdy wody było już mniej więcej do połowy, rozebrałam się i weszłam do wody. Moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Zanurzyłam się w ciepłej wodzie prawie cała, tak, że tylko wystawała mi głowa. Leżałam tak chwilę, aż postanowiłam rozpuścić włosy. Gdy już to zrobiłam, wróciłam do poprzedniej pozycji. Spojrzałam w sufit i zmrużyłam oczy. Nowe miejsce, nowa uczelnia, nowe życie. Byłam lekko zestresowana, lecz czułam że tego właśnie chciałam. Po 30 minutach byłam gotowa by powoli wychodzić z wanny. Lekko przetarłam włosy, założyłam "ciuch nasenny" i już finalnie skierowałam się do swojego pokoju. Zapaliłam lampkę nocną i weszłam powoli na łóżko. Długo nie czułam takiego uczucia. Pościel była naprawdę delikatna, dzięki czemu o wiele lepiej spało mi się tutaj, niż w starym domu. Przykryłam się kołdrą, zgasiłam lampkę nocną i przytuliłam do poduszki. Powoli zamknęłam oczy.
~
Obudziłam się o 7:00, mimo iż budzik miałam dopiero pół godziny później. Energicznie wstałam i przeszłam do głównego pokoju. Miasto już powoli ożywało. Wstawiłam mleko na kakao i przy okazji poszłam zrobić poranne czynności łazienkowe. Gdy już byłam mniej więcej ogarnięta, dokończyłam robienie kakaa. Usiadłam wygodnie na kanapie, gdy nagle zadzwonił budzik. No tak.. Zapomniałam go wyłączyć. Przy okazji ubrałam się. Na ten dzień wybrałam koszulę i ciemne spodnie. Na koszulę narzuciłam jeden z moich ulubionych swetrów. Do plecaka (tak.. bardziej przemawia do mnie plecak niż torba) wrzuciłam jakiś długopis i dwa duże zeszyty. Z kuchni zabrałam dwa rogale maślane i kakao. Chwilę przed wyjściem przeczesałam włosy, po czym stwierdziłam że jestem gotowa. Zerknęłam na zegarek. 7:30. Upewniłam się że wszystko jest na swoim miejscu, narzuciłam płaszcz i czapkę, po czym zamknęłam mieszkanie. Gdy wyszłam na zewnątrz, po policzku połaskotał mnie zimnawy wiatr. Droga na uczelnię nie była jakaś bardzo ciekawa, więc oszczędzę tu szczegółów. Dochodząc do uczelni, złapał mnie stres. Co jeśli mnie nie zaakceptują? Co jeżeli już pierwszego dnia się ośmieszę? Ojciec mówił mi żebym zawsze żyła tak jak chcę, lecz dla mnie to nie takie proste. W ogóle gdybym robiła wszystko co on by chciał, to by mnie tu nie było. Dobrze wiedziałam co mnie czeka po tej uczelni i był to w 100% mój wybór. Właśnie ta myśl przekonała mnie, żeby do tej uczelni wreszcie wejść. Na wejściu stres wziął górę, ponieważ jak się okazało, w budynku obok jest coś na wzór ogólniaka, więc w tym właściwym budynku, była mieszanka uczniowska. Mijałam różne dziewczyny, ładne, brzydkie, wysokie, niskie, ale miałam wrażenie że wśród nich się wyróżniam. Prawie wszystkie miały spódnice i krótkie bluzki. Dodatkowo nie widziałam uczennicy z plecakiem. Zacisnęłam lekko pięści i próbowałam sobie wmówić że to tylko mój wymysł. Że ani trochę się wyróżniam. Że wszystkie jesteśmy takie same.. Ale bez skutku. Znalazłam właściwą salę, lecz nie weszłam do niej od razu. Do dzwonka zostało jakieś 10 minut. Postanowiłam się rozejrzeć. Szybko moim oczom ukazał się chłopak, który wyglądał jakby się śpieszył. Między nami nastąpiła szybka wymiana wzroku, lecz chłopak chyba nawet tego nie zauważył, gdyż ktoś złapał go za ramię. Słyszałam tylko urywek rozmowy. Brzmiało to trochę zaczepnie, więcej nie usłyszałam, gdyż szybko schowałam się do klasy. Uczniów było dość sporo. Na moje szczęście nikt nie zwrócił na mnie szczególnej uwagi, więc szybko podreptałam do wolnej ławki i usiadłam. Chwilę później wybrzmiał dzwonek.

<Rei? Wybacz że zostawiam Cię w tak beznadziejnym miejscu, mam nadzieję że dasz radę pociągnąć to dalej x'D>

Ilość słów: 819
Otrzymane punkty: 50 + 205 = 255

Yui Ichiro

Easy come, easy go